– Dobrze się bawiłaś? – wydyszał jej w szyję, czując przyjemny nacisk jej piersi. Każde jej dotknięcie rozpalało go do szaleństwa, a i ona też nie była od tego. Nigdy niczego mu nie odmawiała, bo lubiła dobrą zabawę i seks. Wirując z nią po parkiecie, czuł się najszczęśliwszym mężczyzną na kuli ziemskiej.

– Wspaniale, a ty? – Uśmiechnęła się promiennie.

– To najlepsze wesele, jakie w życiu widziałem. – Spojrzał jej w oczy z miną człowieka mającego cały świat u stóp.

– Z tego nic nie wynika… – Udawała nadąsaną, on przytulił ją jeszcze mocniej.

– Żebyś wiedziała, Barb, jaki jestem szczęśliwy… Spełniło się marzenie mojego życia.

Rzeczywiście, ten dzień oznaczał dla niego początek zupełnie nowej ery. Miał otrzymać to, czego nigdy nie miał, a tak rozpaczliwie pragnął – miłość, własny dom i ciepło rodzinne.

– Wiem – wyszeptała, a od jego pocałunków zakręciło jej się w głowie. Wyobrażała już sobie, jak leżą razem na plaży w Waikiki. Nazajutrz rano mieli bowiem wyjechać na Hawaje, gdyż wykupili okazyjną wycieczkę. Noc poślubną natomiast zaplanowali w mieszkaniu Charliego, gdyż w hotelu „Bel Air” kosztowałaby za drogo. Barbie zresztą wcale na tym nie zależało, bo i tak wiedziała, że ten wieczór utrwali się na zawsze w jej pamięci.

O tej samej porze w Santa Barbara niebo pokrywały miriady gwiazd. Dwadzieścioro pięcioro gości stało kręgiem i przyglądało się, jak Bradford Coleman całuje Pilar Graham w świetle księżyca. Trwało to dosyć długo, a kiedy wreszcie obrócili rozradowane oczy na swoich przyjaciół – ci nagrodzili ich brawami i wesołymi okrzykami. Gdy tylko sędzia pokoju, Marina Goletti, która udzieliła im ślubu, ogłosiła nowożeńców mężem i żoną – znajomi rzucili się do nich z gratulacjami.

– Dlaczego to tak długo trwało? – podpuszczał ich kolega Brada.

– Musieliśmy dojść do wprawy – oznajmiła Pilar z godnością.



27 из 314