– Pan chyba zwariował? Nie słyszał pan, co powiedziałam? – Kiedy wychodzili z sali rozpraw, trzęsła się ze złości, bo jego sposób prowadzenia sprawy o gwałt wyprowadził ją z równowagi.

– Tak czy owak, jeść trzeba. A pani klient jest winny i pani doskonale o tym wie.

No cóż, wiedziała, ale ktoś przecież musiał bronić tego człowieka najlepiej jak umiał, czy to się Bradowi Colemanowi podobało, czy nie. W końcu to był jej fach.

– Nie mam zamiaru omawiać problemu winy czy niewinności mojego klienta z panem, panie prokuratorze! Pewnie po to pan chce zaprosić mnie na kolację, żeby wyciągnąć ode mnie coś, co potem użyje pan przeciwko mnie?

Była tak wściekła, że nie zwracała uwagi na jego fizyczną atrakcyjność. W prokuraturze nazywano go Cary Graniem, bo przypominał tego aktora srebrnosiwymi włosami, choć dopiero niedawno przekroczył czterdziestkę. Kobiety z jego biura rozpływały się w zachwytach, że taki przystojny i seksowny. A ona patrzyła na niego wyłącznie jak na prokuratora.

– Dobrze pani wie, że nie zniżam się do takich działań – sprostował łagodnie. – Szkoda, że pani nie pracuje w prokuraturze, zamiast w tym zespole adwokackim. Wolałbym znajdować się z panią po jednej stronie barykady. Razem moglibyśmy napsuć więcej krwi przeciwnikom.

Musiała się uśmiechnąć, słysząc takie pochlebstwa. Nie poszła jednak z nim na kolację, choć słyszała, że był wdowcem z dwojgiem dzieci, powszechnie lubianym. Dla niej uosabiał jednak tylko przeciwnika na sali sądowej. Nie próbowała nawet zobaczyć go w innym świetle, dopóki znów nie stanęli naprzeciw siebie w sprawie o głośne przestępstwo, o którym szeroko rozpisywały się wszystkie media. Chodziło o morderstwo, więc żądni sensacji dziennikarze eksploatowali tę sprawę bez umiaru, posuwając się nawet do chwytów poniżej pasa.

Młoda dziewczyna została oskarżona o zabójstwo kochanka swojej matki.



29 из 314