
– Pamiętam, ale ci ludzie tak mnie wzruszyli… – przyznała niechętnie Pilar.
– Tylko w jednym przypadku sędzia nie stanął po stronie matki zastępczej – przypomniała sobie Alicja. – Było to wtedy, kiedy wszczepiono jej komórkę jajową pochodzącą od matki-dawczyni. Nie pamiętam, gdzie to miało miejsce, ale mogę sprawdzić. W każdym razie sędzia stanął na stanowisku, że między biorczynią a zarodkiem nie istniały więzy krwi, więc orzekł, że ma oddać dziecko biologicznym rodzicom. Jednak w sprawie, o której mówisz, okoliczności nie działają na korzyść powoda. Musiał być zupełnym idiotą, żeby zawierać taką transakcję z małolatą!
– Wiem, ale ludzie często popełniają głupstwa, jeśli za wszelką cenę chcą mieć dzieci.
– I ty mnie to mówisz? – jęknęła Alicja, rozsiadając się wygodniej. – Przecież sama przez dwa lata poddawałam się takiej kuracji hormonalnej, że o mało się nie wykończyłam. Rzygałam jak kot, jakby to była chemioterapia, ale za to doczekałam się dwóch wspaniałych chłopaków. Uważam, że warto było trochę pocierpieć.
Tak, ale ona przynajmniej doczekała się upragnionych dzieci, a cierpienia Robinsonów pozostały bez nagrody. Cóż z tego, że obdarzyli dziewczynkę imieniem Jeanne-Marie, jeśli jej nigdy nie widzieli i wątpliwe było, czy zobaczą! Pilar nie mogła się po wstrzymać, by nie zapytać:
– Jak sądzisz, Ali, dlaczego ludzie potrafią tyle znieść, byle tylko mieć dzieci? Nie gniewaj się, wiem, że twoi chłopcy są cudowni, ale gdybyś ich nie miała, czy byłaby to wielka tragedia?
– Dla mnie i dla Brucea tak – oświadczyła cicho, lecz stanowczo Alicja. – Myśmy zawsze chcieli stworzyć prawdziwą rodzinę. Nie każdy ma taką odwagę jak ty.
Alicja zawsze podziwiała Pilar za jej niewzruszoną pewność, z jaką obstawała przy swoich przekonaniach.
