
– Coś w tym rodzaju. – Uśmiechnęła się jak za dawnych, dziecięcych lat. Z rudawobrązowymi włosami upiętymi w kok i schowanymi pod welonem wyglądała inaczej, ale nadspodziewanie młodo. Równie młodo czuła się w obecności ojca, do którego zawsze mogła się zwrócić ze wszystkimi kłopotami i obawami. Tym razem jednak nie miała obaw, tylko kilka pytań, na które nie umiała odpowiedzieć.
– Zastanawiałam się, czy coś się zmieni w moim życiu, kiedy wyjdę za mąż. Wiesz, to nie to samo, co niezobowiązujące bycie z kimś… – Westchnęła i uśmiechnęła się do ojca. – Wszystko teraz zrobi się takie dorosłe, prawda?
W dwudziestym siódmym roku życia czuła się chwilami jak młoda dziewczyna, chwilami jak osoba zupełnie stara. Wiek ten wydawał się jej jednak całkiem odpowiedni do zamążpójścia, zwłaszcza gdy wychodziła za kogoś, kogo tak kochała.
– No, bo to jest zabawa dla dorosłych – wyjaśnił z uśmiechem ojciec, muskając wargami jej czoło. Był wysokim, eleganckim mężczyzną o zupełnie białych włosach i żywych, niebieskich oczach. Znał dobrze córkę i cieszył się, gdy na jego oczach przeobrażała się w kobietę. Podobał mu się również kandydat na zięcia, więc nie martwił się o przyszłość młodej pary. Był pewien, że zajdą daleko, czego im z całego serca życzył. – Ale jesteś przecież na to przygotowana i wiesz, co robisz. Myślę, że nie popełniasz błędu, bo wychodzisz za porządnego człowieka, a w razie czego zawsze możecie na nas liczyć. Mam nadzieję, że o tym wiecie.
– Tak, wiem. – Zamrugała, bo łzy napłynęły jej do oczu. Nagle poczuła żal, że musi opuścić zarówno ojca, jak ten dom, chociaż już od dawna tu nie mieszkała. Było jej trudniej zostawiać ojca niż matkę, która wyżywała się w bardziej przyziemnych sprawach, jak poprawianie welonu Diany czy upominanie dzieci, aby nie nadepnęły na tren sukni. Teraz, kiedy stali obok siebie w salonie i nie rozpraszały ich tego rodzaju problemy, ogarnęła ich burza uczuć, szczególnie miłości i nadziei.
