– Dzień dobry, Stan.

– Uhm – powitał ją znajomym burknięciem, stając plecami do Maggie i oglądając slajdy we fluorescencyjnym świetle.

Tak, będzie teraz udawał, że to wcale nie ta pilna i poważna sprawa wyciągnęła go z pościeli, choć w innym wypadku bez wahania wezwałby swojego asystenta. I wcale nie zależało mu na tym, żeby osobiście dopilnować, by wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. On po prostu nie mógł przepuścić okazji, by stać się obiektem zainteresowania mediów. Większość znanych Maggie koronerów i lekarzy medycyny sądowej byli to ludzie cisi, poważni, czasem wręcz odludki. Większość, ale nie Stan Wenhoff, główny lekarz medycyny sądowej okręgu. Ten uwielbiał stawać w świetle reflektorów przed telewizyjnymi kamerami.

– Spóźniłaś się – warknął, tym razem zaszczycając ją spojrzeniem.

– Przyjechałam najszybciej, jak mogłam.

– Uhm – powtórzył. Grubymi, spiczasto zakończonymi palcami wsadził slajdy z powrotem do pojemnika, a uczynił to z trzaskiem, który sygnalizował, jak bardzo jest niezadowolony.

Maggie zignorowała go. Zdjęła żakiet i sięgnęła do szafy, nie czekając na zaproszenie, którego się nie spodziewała. Miała na końcu języka, że Stan nie jest jedyną osobą, która wolałaby znajdować się w tej chwili gdzie indziej.

Związała plastikowy fartuch w talii, zastanawiając się równocześnie, jaka część jej życia kierowana jest przez morderców, którzy zmuszają ją do zrywania się z łóżka w środku nocy i polowania na nich w zatopionych w księżycowym świetle lasach, wzdłuż wzburzonych ponurych rzek, na pastwiskach lub polach kukurydzy? Uświadomiła sobie równocześnie, że tym razem jednak dopisało jej szczęście. Przynajmniej tego wczesnego ranka jej stopy są suche i ciepłe, w przeciwieństwie do stóp agenta Tully’ego.

Kiedy odwróciła się od szafy, okazało się, że Stan rozpiął już suwak torby pierwszego klienta i właśnie rozchylał worek, uważając, by jego zawartość – w tym także płynna – nie wydostała się na zewnątrz. Maggie uderzyła młoda twarz chłopca, tak gładka, że nie zdążyła jeszcze poznać ostrza maszynki do golenia. Chłopak mógł mieć piętnaście, najwyżej szesnaście lat. Za młody, żeby pić alkohol i głosować, nawet prawo jazdy jeszcze mu się nie należało. Za to dość dorosły, żeby wiedzieć, jak zdobyć półautomatyczną broń i jak się nią posługiwać.



10 из 312