Chłopak miał bardzo spokojną twarz. Nie było na niej śladu krwi, żadnych zadrapań czy ran, siniaków, niczego, co tłumaczyłoby tę śmierć.

– Cunningham mówił mi, że popełnili samobójstwo, ale nie widzę śladów po kuli.

Stan wziął plastikowy woreczek z blatu za plecami i podał jej nad ciałem chłopca.

– Wypluł to ten, który przeżył. Podejrzewam, że to arszenik albo cyjanek. Prawdopodobnie cyjanek. Siedemdziesiąt pięć miligramów cyjanku potasu całkowicie wystarczy.

W woreczku znajdowała się czerwono-biała kapsułka. Maggie z łatwością zobaczyła na niej nazwę wytwórcy. Takie kapsułki sprzedawano bez recepty jako lek na ból głowy. W tej ktoś wymienił zawartość, posłużył się nią jako wygodnym opakowaniem.

– A więc byli przygotowani na taką ewentualność.

– Jak widać. Cholera, skąd tym gówniarzom przychodzą do głowy takie pomysły?

Maggie podejrzewała, że nie był to pomysł chłopców. Ktoś musiał ich do niego nakłonić, przekonać, że nie wolno im się poddać. I chyba zrobiła to ta sama osoba, która zgromadziła broń, wypełniła kapsułki śmiercionośnym środkiem i nie zawahała się dla nieznanej idei poświęcić życia młodych ludzi. Ktoś o wiele bardziej niebezpieczny niż ci chłopcy.

– Moglibyśmy zajrzeć do pozostałych, zanim zaczniemy autopsję?

Maggie starała się zadać to pytanie najzwyczajniejszym tonem. Chciała się przekonać, czy wszyscy chłopcy są biali, co potwierdzałoby jej wstępne podejrzenie, że mogli należeć do jakiejś grupy o zabarwieniu rasistowskim. Stan od razu się zgodził. Pewnie sam był ciekaw, co zobaczy.



11 из 312