
— No to nieźle — przyznał niechętnie Vimes. — A czy napisali, że dwóch naszych funkcjonariuszy trafiło do Darmowego Szpitala, jeden w dość ciężkim stanie?
— Trudno to wytłumaczyć, sir, ale nie.
— Hm… Typowe. No trudno. Czytaj dalej.
Willikins chrząknął po kamerdynersku.
— Gdyby zechciał pan opuścić brzytwę, sir… Lady Sybil miała do mnie pretensje o to zeszłotygodniowe draśnięcie.
Vimes popatrzył, jak jego odbicie wzdycha, i opuścił brzytwę.
— No dobra, Willikins. Nie oszczędzaj mnie.
Azeta za jego plecami zaszeleściła profesjonalnie.
— Nagłówek na stronie trzeciej brzmi: „Wampirzy funkcjonariusz w straży?” — oznajmił kamerdyner i na wszelki wypadek cofnął się o krok.
— Niech to demony! Kto im powiedział?
— Nie mam pojęcia, sir. Piszą tu, że jest pan przeciwny wampirom w straży, ale dzisiaj będzie pan rozmawiał z rekrutem. I jeszcze, że sprawa jest źródłem żywych kontrowersji.
— Zajrzyj na stronę ósmą, dobrze? — poprosił Vimes.
Azeta zaszeleściła znowu.
— I co? — spytał. — Tam zwykle dają głupią karykaturę polityczną, zgadza się?
— Odłożył pan brzytwę, prawda? — upewnił się Willikins.
— Tak.
— Może byłoby lepiej, sir, gdyby zechciał się pan odsunąć od umywalki.
— Mnie narysowali, tak? — mruknął ponuro Vimes.
— Istotnie, sir. Rysunek przedstawia małego i zdenerwowanego wampira oraz pańską postać, jeśli wolno mi tak powiedzieć, większą niż w rzeczywistości, jak pochyla się nad biurkiem z ogromnym kołkiem w ręku. A podpis brzmi: „Liczysz na krwawe zbrodnie, co?”, sir, co jest humorystycznym nawiązaniem do znanych wampirzych apetytów…
— Tak, chyba udało mi się jakoś to zauważyć — rzekł ze znużeniem Vimes. — Jest jakaś szansa, że zdążysz tam pobiec i kupić oryginał, zanim zrobi to Sybil? Za każdym razem, kiedy wydrukują moją karykaturę, ściąga ją i wiesza w bibliotece.
