
Jęknąłem z rozpaczą. Rosjanin z blizną zerknął na mnie i wyjął pistolet - paskudnie wyglądającą broń z zamontowanym laserowym celownikiem typu „Red Dot”. Po chwili na mojej marynarce pojawiła się czerwona plamka. Dziewczyna zamilkła i pobielała na nieładnej buzi. Mężczyzna podszedł do mnie bez pośpiechu, niemal przytknął lufę do skroni.
- Pozdrowienia od Siergieja Chińczyka - powiedział po polsku, acz z wyraźnym rosyjskim akcentem. - Chyba cię zabierzemy na małą przejażdżkę…
- Może wziąć też tę małą dziwkę? - odezwała się kobieta. - Wydają się dość zaprzyjaźnieni.
Miała niski, zmysłowy głos, ale nie sądziłem, aby moja studentka doceniła ten fakt. Wyglądała na obłędnie przerażoną. Nagle odwróciła się i pobiegła w stronę dziekanatu, wykonując przedziwne zygzaki.
- Co ona robi? - zainteresował się ten z pistoletem. Już nie miał rosyjskiego akcentu.
- Kluczy pod ogniem nieprzyjaciela - wyjaśniłem łagodnie.
- Do wozu! - Zaprosił mnie gestem uzbrojonej ręki. Kobieta usiadła za kierownicą, mnie przypadło miejsce tuż obok. Pozostała dwójka rozlokowała się z tyłu.
- Sasza - przypomniał mi się Rosjanin z blizną na twarzy.
Broń schował już wcześniej. Ruszyliśmy.
- Sasza, przyjacielu! - Przechyliłem się przez oparcie i ucałowałem go serdecznie. Równie wylewnie przywitałem się z drugim mężczyzną imieniem Anton. Ucałowałem też kierującą samochodem kobietę. Nie protestowała. Na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.
- Jak masz na imię? - spytałem. - Nazwę tak swoją córkę - obiecałem.
Cała trójka parsknęła śmiechem.
- Anna - odparła poważnie, choć w jej oczach nadal tańczyły wesołe iskierki.
- Teraz ta zołza powinna dać mi spokój - stwierdziłem z ulgą.
- Powinna - zgodził się Anton. - Wszyscy boją się ruskiej mafii…
Uniosłem lekko brwi, ale nie skomentowałem.
