- Byłaby to dość drastyczna decyzja - przyznał Davidoff. - Świadomość, że niektórzy z obecnych polityków pozostaną aktywni przez najbliższe sto lat, wywołałaby powszechną traumę… Co z tym zrobisz? - zapytał poważnie.

Usiadłem sztywno w fotelu, żarty się skończyły.

- Jeśli to nie bzdura…

- Tak?

- Chyba wiem, co to może być. Alchemik interesował się eksperymentami niejakiego Cockrena. Archibald Cockren był angielskim alchemikiem, który miał uzyskać pewną ilość substancji nazwanej przez siebie „kamieniem filozoficznym”. To oczywiście brednie, ale nie ulega wątpliwości, że trafił on na pewien trop. Osoby zażywające ten preparat należały do wyjątkowo długowiecznych i dożyły swoich dni we względnym zdrowiu. Problem w tym, że Cockren zginął w czasie bombardowania Londynu i zabrał swój sekret do grobu. Jednak Alchemik koncentrował się raczej na produkcji substancji lotnych lub gazowych - kontynuowałem. - Dużo wcześniej, jeszcze w latach trzydziestych, Cockren uzyskał coś w rodzaju gazu, którego woń usuwała wszelkie zmęczenie i wiele dolegliwości. Jeden z jego przyjaciół, znany literat, opisał ten zapach jako „woń suchej ziemi w czerwcowy poranek, tchnienie wiatru znad wrzosowiska, aromat kwiatów i świeży oddech deszczu”. - Skrzywiłem się ironicznie. - Wynalazca zbagatelizował swoje odkrycie i ujawnił sekret produkcji kilku kolegom po fachu. Myślę, że Alchemik ruszył tą drogą. Znam kogoś, kto jest chemikiem z wykształcenia, a alchemikiem z zamiłowania, chcę, żeby zbadał te preparaty. Liczę też na to, że w pracowni Alchemika znajdziemy jakieś notatki.

Davidoff mruknął coś niewyraźnie i wstał z fotela, sygnalizując koniec rozmowy.

- Tylko ostrożnie, Jasiu, ostrożnie…

- Postaram się - obiecałem.

ROZDZIAŁ DRUGI

Nie przepadam za nawiązywaniem bliższych kontaktów z ludźmi.



26 из 278