
Davidoff miał w nim od dawna szczególną pozycję, niemniej jednak przez całe lata oszukiwałem się, myśląc, że z profesorem łączą mnie jedynie naturalne w stosunkach nauczyciel - uczeń lojalność i sympatia. Przebudzenie było jak zawsze w takich sprawach niespodziewane i brutalne.
Właśnie szedłem do samochodu, kiedy usłyszałem za sobą zduszony okrzyk i odgłosy szamotaniny. Parking oświetlało kilka lamp, jednak umieszczone na chybił trafił pozostawiały w wieczornej szarówce spore połacie mroku. Byłem zmęczony, przyjechałem na uczelnię przed ósmą rano, teraz dochodziła dwudziesta.
Niezdecydowanie obróciłem w dłoniach kluczyki, wkładając na palec pierścień suntetsu. Suntetsu to niewielki metalowy pręt z doczepionym kółkiem. Przy kluczach wyglądał jak brelok. W rzeczywistości jest to jedna z „tajnych broni” używanych w starych, japońskich szkołach walki. Niepozorna, niemal niezauważalna i śmiertelnie niebezpieczna. Odpowiednio użyta mogła paraliżować centra nerwowe, kruszyć stawy lub druzgotać kości.
Zdarzało się czasem, że co bardziej krewcy studenci „rozliczali się” w okolicach parkingu. Nie miałem zamiaru wdawać się w jakieś gówniarskie porachunki, jednak trzy miesiące temu znaleziono tutaj nieprzytomną studentkę. Miała pociętą nożem twarz i potężną lukę w pamięci. Właśnie przechodziła kolejną operację plastyczną.
Cicho, miękkim krokiem wszedłem między zaparkowane pojazdy, kierując się w stronę największej plamy cienia.
