
Przygryzłem wargi, kiedy się ocknęła i wstała - jednym, płynnym ruchem, od razu przytomna i czujna. Z oczu zniknęło zmęczenie, przepadł gdzieś posępny nastrój. Moje nogi zaczęły palić żywym ogniem, gdy ponownie napłynęła do nich krew. Anna przyklękła i wprawnymi ruchami rozmasowała mi mięśnie. Po kilku minutach mogłem wstać z ławki. Skierowałem się do bramy, ale Anna złapała mnie za rękę i przytrzymała.
- Sprawiłoby mi przyjemność, gdybyś został na kolacji - powiedziała z lekkim wahaniem. - W zasadzie to samo dotyczy noclegu i śniadania…
- Bez żadnych podtekstów? - upewniłem się.
- Bez - potwierdziła z figlarnym uśmiechem. - Ale dlaczego pytasz? Przecież jesteś dostatecznie inteligentny, by się domyślić, że…
- Musiałem się upewnić. Gdyby się okazało, że jednak masz na myśli coś więcej, wyszedłbym na strasznego idiotę - wpadłem jej w słowo.
Nie wyglądała na niezadowoloną z komplementu. Kolacja była co najmniej wystawna. Anna podała soljankę, pielmieni i sałatkę z krabów kamczackich. Uniosłem brwi, kiedy postawiła na stole moje ulubione piwo Tsingtao. To jedno z najlepszych piw na świecie, do tego dość trudno dostępne. Tsingtao zaczęli w Chinach wytwarzać Niemcy na początku XX wieku, dziś należy do najbardziej poszukiwanych gatunków.
- To przypadek? - spytałem, wskazując ruchem głowy piwo.
- Nie - przyznała.
Nawet w blasku świec było widać, że się zaczerwieniła.
- Opowiesz mi o tym?
- Nie teraz, nie na tym etapie…
Przesiedzieliśmy, rozmawiając do późnej nocy. Spałem tylko parę godzin, mimo to obudziłem się wypoczęty. Czas było jechać na uczelnię. Kiedy się żegnaliśmy, Anna zaprosiła mnie, bym ją znowu odwiedził. Dawno już nic mnie tak nie ucieszyło, bo wiedziałem, że to nie jest zdawkowa uprzejmość.
