- Chciałem pogadać - zagaiłem, pomijając wstępne uprzejmości. Facet nie wyglądał mi na wielbiciela podręczników dobrego wychowania Emily Post.

Kiedy niedwuznacznym gestem sięgnął po sztachetkę, odchyliłem marynarkę, pokazując broń.

- Spokojnie i kulturalnie - zaznaczyłem z naciskiem.

Przez moment na twarzy mężczyzny pojawiło się coś na kształt uśmiechu.

- Kulturalnie? - upewnił się kpiąco.

- Pan uwiąże psy i będzie trzymał ręce z daleka od kłonicy i innych takich, ja nie wyjmę broni.

- A jeśli ta opcja mi się nie podoba?

Sposób wysławiania się świadczył, że nie był tępakiem z przerostem masy mięśniowej, jednak najwyraźniej dopadła go powszechna na wsi choroba pogardy dla miastowych. Włożyłem dwa palce w usta i gwizdnąłem w sposób, którego nauczył mnie wujek Maks. Niegłośny, wibrujący dźwięk sprawił, że psy uciekły, skamląc żałośnie, a ja jednym skokiem przesadziłem wysoki na półtora metra płot. Z chrzęstem zacisnąłem dłonie w pięści.

- Ma pan ochotę na parę rundek? - spytałem.

Dorównywałem facetowi wzrostem, ale miał nade mną sporą przewagę masy. Nie sądziłem jednak, aby wygrał to starcie. On najwyraźniej też, bo po chwili odwrócił się do mnie plecami i poprowadził w głąb sadu.

- Chyba źle pana oceniłem - wymruczał.

Otworzył drzwi sporego, obrośniętego winoroślą domu i niedbałym machnięciem ręki zaprosił do środka. Budynek przypominał raczej dziewiętnastowieczny dworek niż byle jak stawiane chałupy, które widziałem na wsi. Nad wejściem dostrzegłem płaskorzeźbę przedstawiającą cyrkiel i kątownicę, najbardziej znane symbole masońskie. Także wnętrze odbiegało zdecydowanie od tego, czego można się było spodziewać w domostwie przeciętnego wieśniaka. Uginające się pod ciężarem książek regały i zawalone alchemicznymi akcesoriami półki świadczyły, że trafiłem pod właściwy adres.



49 из 278