Bez słowa usiadł za stołem, wskazując ruchem głowy wolne krzesło. Kiedy usiadłem, przyglądał mi się przez chwilę, wreszcie nieartykułowanym pomrukiem zachęcił do przedstawienia swojej sprawy. Przynajmniej tak to odebrałem… Opowiedziałem mu o Alchemiku i jego recepturach, wyznałem też, że Gilbert sporządził dwie dawki specyfiku, które później zażyliśmy. Wyjaśniłem wreszcie problemy z uzyskaniem materia prima i konieczność cyklicznego przyjmowania preparatu. Wydawało mi się, że słucha z zainteresowaniem.

- Dawno nie spotkałem idiotów, którzy zaryzykowaliby życie dla zbadania działania jakiejś mikstury - powiedział wreszcie.

- Ona działa, moja blizna zniknęła - przypomniałem. - Tyle że nie przewidzieliśmy, że trzeba będzie to łykać co jakiś czas.

- Jakie ma pan zamiary? - zapytał.

- Chcę odkupić od pana rosę albo materia prima. Z tego, co widzę, zajmuje się pan intensywnie alchemią, więc…

Przerwał mi gwałtownym gestem, przysiągłbym, że się zaczerwienił.

- Moje badania są specyficzne, mocno specyficzne, nawet jak na alchemię - powiedział. - Nie interesuje mnie kamień filozoficzny czy zamiana ołowiu w złoto. Koncentruję się na dużo bardziej praktycznych kwestiach.

- To znaczy?

Westchnął i znowu się zaczerwienił, tym razem było to widać wyraźniej.

- Alkohol… Produkuję alkohol, bazując na koncepcjach alchemicznych.

Zamurowało mnie.

- Ale…

- Proszę poczekać chwilę - rzucił i wyszedł z pokoju.

Wrócił, trzymając litrową butelkę z przezroczystą, przypominającą wodę cieczą. Postawił ją na stole tuż przede mną.

- Niech pan to zbada, na wszystkie sposoby - zaproponował, podsuwając mi szklankę.



50 из 278