Armii. Że, konkretnie, był w Heracie w marcu 1979, kiedy to doszło tam do buntu afgańskiego garnizonu pod wodzą Ismail Chana. Że z dziewięcioma tylko towarzyszami zdołał wyrwać się i zbiec w góry, unikając okropnego losu trzystu trzydzieściorga dwojga radzieckich doradców wojskowych i specjalistów, oficerów i cywili, których podczas trwającej dziesięć dni masakry mieszkańcy Heratu linczowali, a rebelianci Ismail Chana torturowali na śmierć. Z uciekinierów przeżyło czterech, opowiadali askerzy, w tym Sawieliew, trwale okaleczony skutkiem odmrożeń. Major powrócił do Heratu po jego odbiciu. Wszedł do miasta, a raczej do tego, co z miasta zostało po karnych nalotach ciężkich bombowców Tu-16, na czele oddziału specnazu. I razem ze specnazem aktywnie odpłacał mieszkańcom Heratu za marzec 1979, dobre pół setki ludzi poszło podobno w ramach owej odpłaty pod ściankę. Ścigał też Sawieliew Ismail Chana, ale tu już rady nie dał, Ismail Chan dowodził wtedy całą armią mudżahedinów i był zbyt potężny. Za to ostatnie określenie opowiadający historię Zieloni dostali zresztą po mordach od przysłuchującej się bratwy ze sto trzeciej gwardyjskiej, w ich głosach desantnicy doszukali się bowiem nut podziwu. A że Zielonych, było nie było sojuszników, bić zakazane było pod karą, wyszła z tego niezła rozpierducha, ledwo się dało zatuszować.

Obu szeptanym legendom, „kaskaderskiej” i herackiej, niespodziewany cios zadała – symptomatycznie – kobieta. Płeć przepiękna. W osobie Zojki Prochorowej, lekarki z CWG, Centralnego Szpitala Wojskowego w Kabulu.



19 из 214