
Przypomniało mi się w tym momencie zdanie, które zawsze wraca, gdy myślę o miłości. Kiedyś zapytano księdza Jana Twardowskiego, jak powinno pielęgnować się miłość. Odpowiedział: Jak dziecko, żeby nie zaziębiła się, nie zwariowała i nie uciekła”.
Myśli Pani, że można być ciągle zakochanym nawet po 50 latach małżeństwa? Wierzy Pani w jedność i przenikanie się zakochanych dusz? Myśli Pani, że pragnienie rozmowy i sama rozmowa kobiety z mężczyzną jest tym, co łączy ich bardziej niż chemia pożądania? Im dłużej żyję, tym bardziej się przekonuję, że tak jest w istocie. Może nie wystarcza mi sam fakt, że jestem kochany? Może chcę wiedzieć, dlaczego jestem kochany. A to wymaga rozmowy. Zgadzam się z Theodorem Zeldinem, francuskim filozofem i pisarzem, który w swojej książce „Rozmowa” (wydanej w Polsce przez WAB, Warszawa 2001) ubolewa nad faktem, że kobiety poświęcają więcej namysłu makijażowi niż rozmowie. Z drugiej strony Zeldin chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, jak mało czasu, jeśli w ogóle, namysłowi nad rozmową z kobietą (którą już zdobyli) poświęcają mężczyźni. Z tego, co zdążyłem zauważyć, najwięcej o takiej rozmowie – i przed, i po niej – myślą mężczyźni, którzy robię sobie makijaż, a kobiet nie zdobywają…
Myślałem także o tym, co ja sam zrobiłem, aby do takich rozmów doprowadzić? I jak rzadko to robiłem. Nie było mi wcale dobrze z tymi myślami. Było mi bardzo źle.
Dobranoc,
JLW
PS „Jak dziecko, żeby nie zaziębiła się, nie zwariowała i nie uciekła…”
Warszawa, czwartek
Ludzie chętnie opowiadają sobie takie historie, a kiedy przytaczają dowody na siłę miłości, przynajmniej wiarę w nią czynią nieśmiertelną.
