
– Nie potrafię tak patrzeć na twoją pracę. Wolałabym, abyś poszła inną drogą.
Czy to nie jest ekumenizm? Katoliczka z katoliczką? Przy szampanie? Nie sądzi Pani? Ja sądzę. To jest moim zdaniem droga, którą powinien iść Kościół. W pochodzie za Marią Borgią, która nie zawahała się wejść do burdelu i wypić z Vanessą szampana. Uważała bowiem, że nie ma takich miejsc, w których nie warto powiedzieć komuś: „Wolałabym, abyś poszła inną drogą”.
Maria Borgia, 75 – letnia niemiecka zakonnica z twarzą jak z obrazów Toulouse – Lautreca, zachwyciła mnie. Tym, że weszła do burdelu udowodniła bardziej niż tysiącami kaznodziejskich pouczeń padających z ambon każdej niedzieli, że wszystkie miejsca są dobre, aby rozmawiać o miłości. Bo to w efekcie o miłość chodzi. Wszystkim chodzi o miłość. I tej zakonnicy, i tej prostytutce, i także klientom tej prostytutki. Z badań przeprowadzonych przez socjologów w Danii i opublikowanych ostatnio w naukowym czasopiśmie „Psychology Today” w USA wynika jednoznacznie, że prostytutkami stają się osoby, które w dzieciństwie nie doświadczyły miłości. To samo dotyczy mężczyzn, którzy nałogowo odwiedzają burdele. Tylko niewielu z nich to seksualni frustraci, którzy chcą kochać się w czapce Świętego Mikołaja lub worku foliowym na głowie i w butach z dźwięczącymi ostrogami.
Poza tym ta zakonnica, być może intuicyjnie, wiedziała, że w burdelu trafi na osobę… wierzącą. Według opublikowanych ostatnio wyników badań (pierwszych tego typu) przeprowadzonych przez studentów i pracowników naukowych Śląskiej Akademii Medycznej ponad połowa prostytutek (na Śląsku!) uznaje się za osoby wierzące. Co piąta chodzi w niedzielę do kościoła, regularnie się spowiada, dostaje rozgrzeszenie i przystępuje do komunii. Takiego przywileju nie mają prawa dostąpić setki tysięcy kobiet, które z pewnością prostytutkami nie są. Ich grzech, z którego nie wolno ich uwolnić w żadnym konfesjonale, polega na pozostawaniu w niesakramentalnej nieczystości.
