
Pytająco popatrzył na siostrę. Janeczka zastanowiła się i kiwnęła głową.
– Tak. To ma sens. Może od nich odkupywać na przykład stare książki. Albo zbierać makulaturę. To znaczy udawać, że odkupuje i zbiera, a naprawdę szukać znaczków. Ale ciągle uważam, że to za wcześnie, nikt nie będzie z nim gadał jeszcze przed pogrzebem, to nawet nie wypada.
– Może być jeszcze coś – powiedział Pawełek ostrożnie. – Zbinio mówi, że ten Czesio to lepszy numer, a dla znaczków jest zdolny do wszystkiego. Nie jest wykluczone, że na przykład sprawdza, czy ten nieboszczyk nie mieszkał sam i czy dom nie został pusty. I jak pusty, to tego…
– Włamuje się?
– A dlaczego nie? Zbinio mówi, że wcale by się nie zdziwił…
– Jak sprawdza?
– Nie wiem. Dzwoni do drzwi, telefonuje, patrzy czy jest światło w oknach, czatuje czy ktoś nie wchodzi… Różnie. Może pyta sąsiadów?
– Ma telefon?
– Kto?
– Czesio.
– Nie ma.
Janeczka zdjęła łokcie z biurka Pawełka i wyprostowała się na krześle.
– W takim razie trzeba sprawdzić, czy ten Fajksat ma telefon – orzekła energicznie. – Bo jeżeli tak, to już zgaduję, po co prosto z poczty leci do niego. Skoro mają spółkę, dzwoni od Fajksata.
– Możliwe. Może nawet sam Fajksat dzwoni, w nocy, albo o świcie… Janeczka zauważyła nagle, że czegoś tu brakuje.
– No dobrze, a Bonifacy? Zbinio o nim coś wie?
– Jaki Bonifacy?
– Jak to jaki, sam mówiłeś. Fajksat kazał mu pamiętać o Bonifacym.
– A…! Nie, o żadnym Bonifacym nie było mowy. Może Miedzianko ma na imię Bonifacy? Trzeba zapytać dziadka!
– Zaraz, czekaj! Z samym Miedziankiem do dziadka nie pójdziemy!
Pawełek, który już wystartował ku drzwiom, zatrzymał się w rozpędzie.
– Bo co? – zainteresował się nieufnie.
– Bo jeżeli to jest jakaś podejrzana sprawa, dziadek nam nic nie powie. Będzie chciał nas utrzymać z daleka od zgnilizny moralnej, zapomniałeś, ile razy było o tym gadanie? Trzeba dyplomatycznie.
