Przesunął się do przodu o trzy osoby, kiedy sobie wreszcie przypomniał. Widział go rzeczywiście i to nawet dwa razy. Raz w klubie filatelistycznym, a drugi raz w centrali, był tam razem z dziadkiem, któremu pomagał nosić potwornie ciężkie klasery i katalogi, w klubie plątał się dłużej, w ogóle w centrali zauważył go tylko dlatego, że przedtem widział go w klubie. Chyba nawet słyszał, jak mu na imię, ktoś się do niego zwrócił… Czesio! Tak jest, ktoś zawołał „Czesiu!” i on się obejrzał…

Kwestia została rozstrzygnięta i Pawełek mógł ją porzucić, ale oczekiwanie w ogonku było czymś nie do zniesienia nudnym. Nie miał nic do roboty. Kolejna osoba utkwiła w okienku na mur, wyglądało na to, że zostanie tak już do skończenia świata, jej przesyłka chyba gdzieś zaginęła, a marszczący nos i zaciskający usta Czesio stanowił, bądź co bądź, jakąś rozrywkę. Coś robił przy tym stoliku i było to coś bez wątpienia atrakcyjnego, bo zajmowało go bez reszty. Nie zwracał żadnej uwagi na ścisk dookoła i ustawiczne potrącanie stolika, nie przeszkadzało mu nawet popychanie w łokieć. Zajęty był i cześć.

Pawełek zaciekawił się nim wyłącznie z nudów. Długą chwilę próbował odgadnąć, na czym jego zajęcie polega, ludzie zasłaniali stolik, manipulacje Czesia z grubą księgą i licznymi papierami niknęły mu z oczu, zdecydował się zatem popatrzeć z bliska. Zaklepał miejsce w kolejce, przecisnął się przez podwójny ogonek, przemknął przez procesję wchodzących i wychodzących i dotarł do pleców Czesia, nie mając pojęcia, iż tym samym rozpoczyna cały ciąg wstrząsających i emocjonujących wydarzeń.

Gruba księga na stoliku okazała się książką telefoniczną. Obok niej leżała gazeta, na gazecie zeszyt.



2 из 254