
– Nawet jej pewnie do głowy nie przyszło, że to w ogóle coś jest – zaopiniowała z niesmakiem Janeczka. – Zobaczyła, że stare i obszarpane i do widzenia. Szkoda, że nie wiem, gdzie mieszka, bo może zostało jej więcej do wyrzucenia.
– W okolicy śmietnika, nie?
– Wszystkie domy tam stoją w okolicy śmietnika.
– I nawet nie wiesz, z których drzwi wyszła?
– Nie wiem, nie patrzyłam. Zobaczyłam ją dopiero, jak przeszła obok. I Chabra nie zawołałam, wcale jej nie wąchał.
– No, to już niefart! – skrzywił się z niezadowoleniem Pawełek. – Ja nie wiem, ale może warto na ten śmietnik popatrzeć codziennie…
Janeczka zmieniła pozycję, przyklękła i zaczęła zgarniać z powrotem do walizki powycinane koperty.
– To już teraz łatwo zrozumieć, dlaczego Czesio siedzi w śmietnikach – zauważyła cierpko. – Nam też niewiele brakuje, ale zdaje się, że tamtego śmietnika on prędzej dopadnie, ma go pod nosem. Zwykły cud, że to ja na tę walizkę trafiłam. Spalimy to jutro w ogrodzie, a teraz chodźmy do dziadka.
– Dobra, czekaj, weźmiemy wszystko. Tu mam jakieś pudełko… O, po butach, bardzo dobre…
– Dzieci, ja nie jestem przesadna, ale dzień pracy trwa tylko do dwudziestej drugiej – powiedziała ich matka, zaglądając przez uchylone drzwi. – Jest pięć po. Mam mówić coś więcej?
– O rany! – zdziwił się Pawełek i zaniechał wytrząsania z pudełka jakichś drobnych śmietków. – Myślałem, że najwyżej ósma!
– Nie musisz – westchnęła Janeczka, podnosząc się z podłogi. – No trudno, niech będzie. Z dziadkiem załatwimy jutro…
* * *
Dziadek z babcią mieszkali w dwóch pokojach na piętrze. W jednym pokoju babcia siedziała przed telewizorem, w drugim dziadek zajmował się tym, czym powinien, mianowicie znaczkami. Na widok wnuków oderwał się od pracy.
