
– Dziadku, trochę tu mamy byle czego, a trochę bardzo piękne – powiedziała Janeczka tajemniczo już od drzwi. – Chcieliśmy ci to pokazać.
– I zapytać, czy to najpiękniejsze wyciąć, czy lepiej, żeby było z kopertą – dodał Pawełek, stawiając dziadkowi na stole duże pudło od butów, wypełnione znaczkami. – Wolisz oglądać najpierw gorsze, a potem lepsze, czy odwrotnie?
– Zawsze najlepsze należy zostawić na deser – odparł dziadek i sięgnął po fajkę.
W pudełku na wierzchu leżała mała kupka znaczków zagranicznych, a razem z nią zniszczony klaserek. Janeczka i Pawełek na oko ocenili to wszystko jako przeciętne. Dalej znajdowały się polskie, od najmłodszych do najstarszych, a koperta z trzema najcenniejszymi wetknięta została na samo dno. Dziadek spojrzał i odruchowo sięgnął najpierw po klaserek.
Otworzył go i skamieniał. Odłożył fajkę, znalazł lupę, popatrzył przez lupę, podniósł głowę i spojrzał na dzieci prawie ze zgrozą.
– Dzieci, na litość boską…! Przecież to gazetowy Merkury!
Janeczka i Pawełek stropili się odrobinę. Wiedzieli, co to jest gazetowy Merkury, ale oglądali go w naturze tylko raz w życiu i nie rozpoznali w klaserku. Nie przyszło im nawet do głowy, że tam mogłoby się znajdować coś takiego, okrzyk dziadka nieco ich oszołomił.
– Jak to…? – bąknął Pawełek.
Dziadek, na zmianę, to spoglądał na nich, to wpatrywał się przez lupę w znaczek. Wyglądał, jakby nie wierzył własnym oczom.
– Czy to miało być to coś gorszego? – spytał wreszcie jakimś dziwnym głosem. – Mam zrozumieć, że na końcu pokażecie mi Guyanę?
Janeczka otrząsnęła się z wrażenia i szybko pomyślała, że doskonale się składa. Zaskoczony dziadek może im wyjawić różne tajemnice, które w stanie pełnej równowagi starannie by ukrywał. Merkury, owszem jest to nadzwyczajność jeszcze większa, niż ta koperta pod spodem, ale tym zajmą się później. Teraz należy wykorzystać sytuację.
– Nie – powiedziała ze skruchą. – Myśmy nie zwrócili uwagi, że to Merkury, nie sprawdzaliśmy jeszcze w katalogu…
