– Wasi rodzice… – zaczął dziadek dość gwałtownie.

– Nie będziesz przecież szkalował rodziców w obliczu ich własnych dzieci! – przerwał Pawełek ze zgorszeniem i naganą. – To jest niepedagogicznie.

Dziadka omal nie zatchnęło. Zreflektował się.

– Chciałem powiedzieć, że wasi rodzice… To jest… Podziwiam ich lekkomy… to znaczy, chciałem powiedzieć, ich odwagę…

– Dziadku, my się na nic nie narażamy – zakomunikowała dobitnie Janeczka. – Obiecaliśmy im uroczyście, że się na nic nie będziemy narażać i dotrzymujemy obietnicy. Już mamy wprawę.

– I w ogóle nie uważasz chyba, że jesteśmy niedorozwinięci – wytknął z wielką urazą Pawełek. – Już nie mówię, że przecież ten Miedzianko nie czai się na schodach z siekierką, nie?

– A nawet gdyby, to niech się czai do skończenia świata – dołożyła Janeczka. – Nas to nic nie obchodzi, my rozwiązujemy tajemnice za pomocą dedukcji.

Dziadek nieco ochłonął. Odrobinę przesunął fotel w stronę biurka.

– Za pomocą dedukcji, mówicie… No cóż, to byłoby nie najgorzej… Ale to są na ogół sprawy dość nieprzyjemne, powiedziałbym nawet obrzydliwe…

– Młodzież powinna być od dzieciństwa przystosowywana do rzeczywistości – ogłosił Pawełek w przestrzeń.

– No dobrze… Może i macie trochę racji… Ale nie mówcie babci!

– No coś ty?!

Dziadek nad ogromną popielniczką wytrząsnął popiół z fajki i zaczął napychać ją na nowo.

– To są dwie różne sprawy – rzekł po chwili milczenia, wciąż jeszcze z lekkim oporem. – Sami rozumiecie, że w każdym zawodzie i w każdej dziedzinie może się przytrafić jakaś parszywa owca. Filatelistyka nie stanowi wyjątku. Miedzianko prawdopodobnie ma jakiś kontakt z drukarnią i zdarza się, że ktoś dla niego wynosi błędnie wydrukowane arkusze, które powinno się zniszczyć.



28 из 254