
Dziadek przerwał na chwilę i zaczął zapalać fajkę. Janeczka przysunęła sobie krzesło i usiadła obok biurka, z brodą opartą na zwiniętych pięściach. Pawełek wcisnął się w kąt pomiędzy regałami i przysiadł na małych, przenośnych schodkach. Dziadek zgasił zapałkę i pyknął fajką.
– Natomiast Fajksat – podjął – to jest zupełnie co innego. Fajksat niepokoi mnie osobiście.
Zdziwili się obydwoje. Pawełek wysunął trochę schodki z kąta.
– Bo co? – spytał z zainteresowaniem.
– Muszę chyba zacząć od początku – westchnął dziadek. – Jeżeli chcecie posłuchać…
– No pewnie, że chcemy! – wykrzyknęła Janeczka, podrywając głowę.
Pawełek aż prychnął.
– W ogóle stąd nie wyjdziemy, dopóki nie opowiesz – zapewnił niezłomnie.
Dziadek całkowicie już wrócił z fotelem na poprzednie miejsce i wsparł się łokciem o blat biurka. W drugiej ręce trzymał fajkę.
– Byłem bardzo młodym chłopcem, kiedy znałem pewnego pana, filatelistę – zaczął, zamyślając się. – Było to jeszcze przed wojną. Dziadek tego pana pracował na poczcie akurat w okresie, kiedy pojawiły się pierwsze polskie znaczki, to znaczy pomiędzy rokiem 1860 a 1865. Znaczki Królestwa Polskiego. Zainteresował się tym pierwszym polskim znaczkiem i zgromadził sobie jego wszystkie odmiany, oczywiście czyste, kupowane bezpośrednio na poczcie, gdzie przecież pracował i gdzie miał do dyspozycji wszystkie przychodzące arkusze. Przeglądał je, wyławiał wszelkie niedokładności, odmiany koloru i tak dalej i cały swój zbiór przekazał wnukowi, to znaczy temu panu.
