
Na jedno z licznych pytań Pawełka odpowiedziała od razu.
– A gdzie miał iść, jak nie na pocztę? – rzekła zimno, odrywając się od układanego właśnie, bardzo skomplikowanego puzzla. – Nowej książki telefonicznej nie ma na pewno, bo w ogóle jej nie można dostać. Musiał szukać na poczcie, nawet gdyby ktoś mu tam siedział na głowie. Jaka to była gazeta?
– Życie Warszawy.
– Stare?
– Nie, dzisiejsze.
– No więc właśnie…
Pawełek sapnął z irytacją, podniósł z podłogi kawałek puzzla, przez chwilę sprawdzał, gdzie pasuje, nie znalazł tego miejsca, zrezygnował i odłożył go na biurko. Usadowił się na foteliku obok.
– Co właśnie? Dzisiejsze, śpieszyło mu się, no dobrze, ale po co? Do czego mu te adresy? Chce iść na stypę, czy jak?
– Mieszkania – wyjaśniła lakonicznie Janeczka, wracając do puzzli.
– Co?
– Mieszkania. Ktoś umarł i zostało po nim mieszkanie, nie? Może puste…
– I co? Chce się tam wedrzeć i zagnieździć?
– Zgłupiałeś. Ale może chcą odkupić od spadkobierców, albo co. Kazali mu znaleźć adresy. Może mu każą tak szukać codziennie.
Przez chwilę Pawełek rozważał sprawę. Wyjaśnienie miało swój sens, ale nie zadowalało go w pełni.
– No, może… – powiedział z powątpiewaniem. – Ale czy ja wiem…
Janeczka uniosła głowę znad puzzla i uważniej popatrzyła na brata. Powątpiewanie w głosie Pawełka było tak głębokie, że nie pozwalało się zlekceważyć.
– No? Bo co?
– Bo on tego szukał jakoś tak… Nie jakby mu kazali, tylko sam z siebie. Jakby mu okropnie zależało.
– Może się chce ożenić? Pawełek pokręcił głową.
– Chcieć, to może i chce, ale jakby się Rafał chciał ożenić, to co by było?
– Głupie pytanie. Piekło na ziemi, wybiliby mu z głowy. W dodatku nie jest pełnoletni, będzie dopiero za trzy miesiące.
– No więc, na moje oko, ten Czesio ma tyle samo lat co Rafał. Ożenienie odpada. Chyba że szuka na zapas, ale mówię ci, że to wyglądało jakoś tak…
