
– To właśnie nasz wróg – wyjaśnił Hansen.
– Ciągle żyją?
– Wyizolowane, nawet dwie doby po śmierci chorego. Zabija je karbol, spirytus oraz wysoka temperatura. Próbujemy stosować różne substancje i badamy ich żywotność…
– Nasi lekarze, na wieść o pańskim odkryciu, usiłowali powtórzyć obserwacje, ale zamiar ten się nie powiódł…
Danielsen uśmiechnął się cierpko.
– Czy przyznali się, którą część naszej metody zlekceważyli? Po pańskiej minie widzę, że nic pan nie wie. Po prostu kąpiemy nasze preparaty w roztworze, zawierającym odrobinę atramentu. Bakterie trądu absorbują barwnik lepiej niż inne tkanki. To wynalazek naszego drogiego Armauera…
Hansen uśmiechnął się zażenowany, ale w jego oczach błysnęła duma.
– Wpadłem na to zupełnie przypadkiem – przyznał.
– Barwienie preparatów większość szkół uznała za metodę nienaukową – zauważył Skórzewski. – W Rosji wprost zakazano jej stosowania.
– Owszem, słyszeliśmy o tym. Ale skoro działa… Dla nas bardziej liczą się wymierne korzyści niż zarzuty hochsztaplerstwa medycznego czy kurfuszerstwa. – Uśmiechnął się Danielsen.
Paweł raz jeszcze zapatrzył się w okular mikroskopu. Bakterie ruszały się jakby trochę wolniej.
– Jak długa jest ich żywotność poza ustrojem? – zapytał. – Mam na myśli w próbkach tkanki.
– Około siedmiu, ośmiu dni. Podejrzewam jednak, że w sprzyjających warunkach mogą przetrwać dłużej – powiedział Hansen.
– Zaobserwowaliście, aby się mnożyły?
– Niestety, nie. Albo nie są w stanie dokonać tego, gdy pacjent nie żyje…
– …albo mnożą się zbyt wolno, abyśmy mogli to zaobserwować – wszedł mu w słowo Danielsen. – Zważywszy na bardzo długi okres inkubacji, nie jest to wykluczone.
Pchnął drzwi w końcu pomieszczenia. W niewielkiej sali na warstwie trocin poruszało się kilka sporych zwierząt. Na głos kroków zwróciły w stronę drzwi ostre ryjki.
