– Pancerniki – stwierdził ze zdumieniem Skórzewski.

– Klucz do zagadki choroby – powiedział poważnie Armauer. – Zaobserwowano to w leprozoriach w Meksyku. Trąd ludzki daje się szczepić tylko na tych zwierzętach. Tu mamy zdrowe. Te, które postanowiliśmy zarazić, trzymamy na razie w innej części szpitala. Niestety, klimat wyraźnie im nie służy. W dodatku są problemy z karmieniem. Odżywiają się owadami i drobnymi gryzoniami.

Na zewnątrz zachichotał wiatr.

– Po południu przejdziemy do Bryggen – poinformował Hansen. – Zobaczy to pan od strony praktycznej.

Paweł skłonił głowę.


***

Chory siedział na krześle przed trójką lekarzy. Połowę oblicza wykrzywiał mu potworny grymas.

– Mamy tu raczej nietypowy objaw – wyjaśnił Danielsen. – Na skutek zakażenia tkanki nerwowej nastąpiło porażenie prawego nerwu twarzowego.

Skórzewski założył rękawiczki, zamoczył dłonie w misce z roztworem karbolu, a potem ostrożnie obmacał głowę pacjenta.

– Faktycznie – powiedział. – Miewamy podobne przypadki w Pskowskiej Guberni.

– I co zalecali tamtejsi lekarze? – zaciekawił się Hansen.

– Cóż. Lekarzy tam akurat niewielu. Zwłaszcza po wsiach ludzie ich nie lubią. Po ostatniej epidemii cholery doszli do wniosku, że to właśnie lekarze roznoszą zarazę. Mojego kolegę ledwo żywego wydobyliśmy ze studni. A znachorzy stosują dwie metody. Średniowieczną, polegającą na zakopaniu po szyję w ziemi lub w końskim nawozie, w nadziei, że wyciągnie chorobę.

– Straszna ciemnota – mruknął Danielsen.

– Nie zapominajmy, kto twierdził, że trąd jest chorobą dziedziczną. – Uśmiechnął się Hansen.

Staruszek wyraźnie się zmieszał.

– Druga metoda, nowocześniejsza, polegała na wielogodzinnym moczeniu chorego w prawie wrzącej wodzie. Na beczce pisano zaklęcia…

– To pomagało? – zapytał Hansen z błyskiem w oku.



11 из 339