
Hansen wyjął z szafki słoik arszeniku. Starannie przeniósł odrobinę białego proszku na szalkę, zważył i wsypał do butli z destylowaną wodą.
– Chodźmy.
Weszli do sali głównej. Chorzy powoli zbierali się już do snu. Pielęgniarka wynosiła puste miski po kaszy. Weszli do jednej z bocznych cel. Było tu ciasno, pomieszczenie miało nie więcej niż dwa na trzy metry. Po obu stronach wejścia stały łóżka, ale tylko jedno było zajęte. Pacjent nie spał. Popatrzył na lekarza.
– Czym mogę służyć, panowie doktorzy? – zapytał.
Miał ochrypły głos. Trąd zaatakował błony śluzowe i teraz przeżerał struny głosowe.
– Mam tu nowy preparat. – Lekarz uniósł butlę. – Może zadziałać, ale może też być niebezpieczny dla zdrowia.
– Chcecie go na mnie wypróbować? – Uśmiechnął się chory. – Jestem dla was zwierzęciem, kawałkiem mięsa, które można pokroić… Gdzie te czasy, gdy lekarze szczepili sobie dżumę lub cholerę, by tym skuteczniej badać rozwój i sposoby przenoszenia się choroby?
– Nie wstrzykniemy tego bez twojej zgody.
– Kłuj. – Wyciągnął zniekształcone ramię, pokryte guzami. – I tak nie czuję bólu…
Hansen wykonał kilka zastrzyków po ćwierć centymetra sześciennego.
– Wystarczy – powstrzymał go Skórzewski. – Nie zapominaj, że trzecia część grama arszeniku zabija człowieka.
– Arszenik mi wstrzykujecie. – Pokiwał głową chory. – A ja nim trułem szczury w piwnicy… Wpadnijcie rano, jeśli jeszcze będę żył, to powiem wam, czy pomogło.
Wrócili do laboratorium.
– Chyba się wygłupiłem – mruknął Hansen. – Jeśli nie ma czucia w ręce, to prawdopodobnie jego nerwy już nie istnieją. Jednak musieliśmy spróbować.
– Demon choroby – westchnął Paweł. – Chyba chwilowo jest górą…
– W końcu musi przegrać. Jeśli to nie ja wynajdę odpowiednie remedium, po mnie przyjdą następni.
Skórzewski poczuł się nagle bardzo zmęczony.
– Pora spać – powiedział.
Wdrapał się do swojego pokoju i umył starannie. Zapach rozpadającego się ciała nie chciał ustąpić. Jak gdyby straszliwa woń wgryzła mu się w skórę. Nim zasnął, popatrzył przez okno. W zaułku nie było nikogo, tylko wiatr przetaczał po ulicy tumany śniegu.
