
– Wszystkie są takie same… A w każdym razie podobne. Jak gdyby zdejmowane z jednego pierwowzoru…
– I to dość niezwykłego. W przypadku zarażenia trądem częstym objawem jest tak zwana „lwia twarz”. Zgrubienia i opuchnięcia poważnie zniekształcają rysy… Tu natomiast widać rzadką odmianę choroby. Skóra została przeżarta i zapadł się nos… Zwróć uwagę jeszcze na to, że w przypadku zarażenia prawie zawsze wypadają brwi. Tu, z lewej strony została jedna, niewielka kępka włosów. Jeśli się nie mylę, identycznie umieszczona jest na wszystkich… eksponatach. Zawsze starałem się stać twardo na ziemi. Ale gdy walczy się z tak potworną zarazą, to w pewnej chwili czuje się, że ktoś za nią stoi. Nie zwalczam bakterii widocznych na szkiełku, ale obcy, wrogi umysł…
– Może ci ludzie mają rację? Może trzeba go odszukać i zabić…
– Jak zabić ducha? – Hansen nalał sobie kieliszek anyżówki. – Przecież się nie da.
– Da się – odpowiedział cicho Paweł. – Trzeba odlać kulę ze srebra, wyryć na niej krzyżyk, poświęcić i nabić broń. Tak bajali w moich rodzinnych stronach.
Hansen popatrzył mu prosto w oczy.
– Chcesz kruszcu?
Wyjął z kieszeni garść wytartych, wycofanych z obiegu srebrnych monet.
– Będę potrzebował też kawałek wosku i odrobinę gliny. Zrobię formę. – Paweł zacisnął dłoń na kupce „blaszek”.
***
Wróciła zima. Zadymka śnieżna zwaliła się na miasto razem z upiornym wyciem wichru i dwudziestostopniowym mrozem. Skórzewski drżał rankiem, jedząc śniadanie w towarzystwie obu lekarzy.
– Kuracja arszenikiem przynosi pewne efekty – powiedział w zadumie doktor Danielsen. – Bakterie trądu obumierają, jednak, jak wynika z analizy rozmazu, część z nich jakby nie do końca. Skurczyły się i stały ciemniejsze, ale nie zostały zniszczone do końca.
– Może zapadły w coś w rodzaju snu? – podsunął Paweł. – Biolodzy z Cesarskiej Akademii Nauk zauważyli, że w zimie żyjące w stawach mikroorganizmy kurczą się i zamierają, by wraz z powrotem lepszych warunków, ponownie zacząć żyć i się rozmnażać.
