
– Przecież nie może pan tego zrobić wobec tyłu widocznych oznak!
Fernstein wyraził swoją dezaprobatę niecierpliwym ruchem głowy i podniesionym głosem. Stern nie będzie mu tu udzielać żadnych lekcji. Czy zdaje sobie ponadto sprawę, ile kosztuje jeden dzień reanimacji? A może szpital ma blokować łóżko tylko po to, by utrzymywać przy sztucznym życiu taką „roślinę”? Stern powinien wreszcie wydorośleć. On, Fernstein, nie odważy się skazywać rodzin takich osób na spędzanie tygodni i miesięcy przy łóżku bezwładnego, pozbawionego inteligencji ciała, „żyjącego” wyłącznie dzięki maszynom. Nie chce być odpowiedzialny za podobne decyzje tylko po to, by zaspokoić lekarskie ego.
Kazał Sternowi wziąć prysznic i zniknąć z pola widzenia. Ale młody lekarz stał jak wrośnięty w ziemię i wynajdował kolejne argumenty. Kiedy stwierdził zgon, serce i płuca pacjentki nie pracowały już od jakichś dziesięciu minut, to prawda. Tak, walczył dalej z jakąś niezrozumiałą determinacją, ale po raz pierwszy w swojej karierze zawodowej wyraźnie czuł, że ta kobieta za nic nie chce umierać. Opisywał, jak w półotwartych oczach Lauren widział nie tylko chęć walki za wszelką cenę, ale i niezgodę na śmierć.
