
– Doktorze Stern, Lauren była jedną z moich studentek. Miała prawdziwy talent, choć wredny charakter. Szanowałem ją i wiązałem duże nadzieje z jej karierą, ale myślę także o pańskiej, więc rozmowę tę uważam za skończoną”. Stern wyszedł z gabinetu, nie zamknąwszy za sobą drzwi. W korytarzu czekał na niego Frank. – A ty co tu robisz?
– Philip, co ci przyszło do głowy? Wiesz, z kim rozmawiałeś tym tonem? – I co z tego?
– Facet, do którego mówiłeś, jest profesorem tej młodej, znał ją i widywał codziennie od piętnastu miesięcy. Ocalił już tyle istnień ludzkich, ile ty nie zdołasz przez całą resztę życia. Naucz się w końcu panować nad sobą, bo czasem naprawdę ci odbija. – Odchrzań się, Frank. Na dzisiaj mam dość słuchania morałów. Doktor Fernstein zamknął drzwi swojego gabinetu, podniósł słuchawkę telefonu, zawahał się przez moment, podszedł do okna, a potem gwałtownym ruchem chwycił za słuchawkę. Zażądał połączenia z blokiem operacyjnym. Natychmiast po drugiej stronie linii rozległ się czyjś głos.
– Tu Fernstein, proszę przygotować salę, operujemy za dziesięć minut. Zaraz prześlę kartę.
Delikatnie położył słuchawkę na widełki, pokiwał głową i wyszedł z gabinetu. W drzwiach wpadł prosto na profesora Williamsa.
