
– Kim pani, do licha, jest i co pani tu robi?! – wykrzyknął Arthur.
Kobieta podskoczyła, a w jej szeroko otwartych oczach pojawiło się osłupienie. – To pan mnie widzi? – No pewnie, że panią widzę.
Wydawało się, że odpowiedź wprawiła ją w jeszcze większe zdziwienie. Poinformował ją, że przecież nie jest ani głuchy, ani ślepy, i powtórzył pytanie: co właściwie tutaj robi? W odpowiedzi usłyszał, że to wspaniałe. Arthur z kolei nie widział w tym nic „wspaniałego”, coraz bardziej zirytowanym tonem po raz trzeci powtórzył pytanie: co ona robi w jego własnej łazience późną nocą?
– Pan chyba niczego nie rozumie – odpowiedziała. – Proszę dotknąć mojego ramienia! – A ponieważ stał jak wryty, powtórzyła: – Proszę, niech pan dotknie mojego ramienia. – Nie, nie dotknę. Co się tu, do licha, dzieje? Wzięła go za rękę i spytała, czy czuje jej dotyk. Ze znużonym wyrazem twarzy oznajmił zwięźle, że ją czuje, widzi i słyszy. Po raz czwarty zapytał, co robi w jego szafie. Zignorowała pytanie, z niekłamanym zachwytem powtórzyła, że to „wspaniałe”, iż widzi ją i słyszy, a nawet może jej dotknąć. Wyczerpany długim dniem Arthur nie miał nastroju do zabawy.
