
Betty weszła do sali i odłączyła rurkę od aparatury, pozostawiając swojej podopiecznej podjęcie próby samodzielnego oddychania. Parę chwil później wyciągnęła rurkę z tchawicy. Odsunęła do tyłu kosmyk włosów z czoła Lauren, popatrzyła na nią ze wzruszeniem i wyszła, gasząc za sobą światło. Mrok pokoju rozjaśniało teraz zielone światełko encefalografu. Wykres ciągle pozostawał płaski. Dochodziło wpół do dziewiątej wieczorem, w szpitalu panowała cisza. Pod koniec pierwszej godziny końcówka oscylografu zaczęła drgać, początkowo niedostrzegalnie. A potem nagle pisak rysujący linię wystrzelił w górę, wykreślił pokaźny wierzchołek, potem opadł w dół i znów kreska stała się pozioma. Nie było świadka tego zdarzenia. Ale tak właśnie działa przypadek; Betty zjawiła się w sali dopiero godzinę później. Sprawdziła stan Lauren, przejrzała kilka centymetrów zapisu na taśmie, zauważyła to dziwne wybrzuszenie, ściągnęła brwi i dalej przeglądała zapis. Widząc, że potem linia jest zupełnie płaska, odłożyła taśmę, nie stawiając sobie dalszych pytań. Podeszła do wiszącego na ścianie telefonu i zadzwoniła do gabinetu Fernsteina.
– To ja, doktorze. Zapadła w głęboką śpiączkę, ale stan jest stabilny. Co mam robić?
– Znajdzie pani łóżko na piątym piętrze. Dziękuję, Betty. Fernstein odłożył słuchawkę.
ZIMA 1996
Arthur otworzył pilotem garaż i zaparkował samochód. Wszedł na górę wewnętrznymi schodami i otworzył drzwi swojego nowego mieszkania. Zatrzasnął je nogą, położył teczkę, zdjął płaszcz i padł na kanapę. Stojące na środku salonu kartonowe pudła przypomniały mu, że ma jeszcze mnóstwo roboty. Zdjął garnitur, włożył dżinsy i zabrał się do rozpakowywania znajdujących się w pudłach książek oraz ustawiania ich w biblioteczkach. Parkiet skrzypiał mu pod stopami. Późnym wieczorem, kiedy wszystko było już poukładane, złożył puste kartony, odkurzył salon i dokończył porządki w aneksie kuchennym. Z zadowoleniem obejrzał nowe gniazdko.