– Nie wiesz przypadkiem, czy… ktokolwiek z pracowników Massinghama przyjedzie tutaj? – zapytała Jimmy'ego, starając się stłumić niepokój. Zbyt dobrze orientowała się w zarządzaniu firmą, by nie wiedzieć, że pracownicy Vaseya nie utrzymają się, jeśli Massingham będzie w stanie wykonać tę pracę zatrudniając swoich ludzi.

– Massingham z całym interesem przenosi się na północ – poinformował ją wszechwiedzący Jimmy.

– Fabryka, biura, wszystko. Chodzą słuchy, że sprzedał już swoje zakłady tutaj i stworzył tam solidną bazę ekonomiczną. Tu przyjadą jedynie ludzie potrzebujący bazy w Londynie.

Chwilowo uspokojonej Leith opadły skrzydła.

– To znaczy kto? – zapytała z udaną obojętnością.

– Same grube ryby, jak mi się zdaje, panno Everett – odparł wesoło Jimmy. – I to nieprędko. Muszą jeszcze skończyć tylną przybudówkę i wyłożyć biura dywanami od ściany do ściany.

Odetchnęła z ulgą – nie była grubą rybą!

– Wiesz już, jaki będzie kolor dywanów? – zażartowała.

Jej asystent wyszczerzył zęby w radosnym uśmiechu.

– Mam na imię Leith – dodała, ponieważ była od niego starsza tylko o pięć lat. – Czy możesz mi teraz udzielić informacji na temat tych dokumentów?

Jimmy, nie przestając się uśmiechać, przyciągnął swoje krzesło do jej biurka.

W krótkim czasie Leith doskonale orientowała się w nowym nabytku Massingham Engineering, który najwyraźniej na razie zamierzał nadal używać nazwy G Vasey Ltd. W kontrakcie, nad którym pracował jej poprzednik, znalazła się niesamowita bzdura, ale kiedy teczka wylądowała na jej biurku, sprawa była już zakończona. Nikt jej nie mógł nic zarzucić. Nawet Dave Smith, specjalista od kontraktów, musiał się z tym zgodzić. Niemniej Leith ze swym wysokim poczuciem odpowiedzialności stanowczo wolałaby, żeby teczka Norwood & Chambers leżała u kogoś innego.



13 из 126