– Opiekuj się nim w moim imieniu, Leith – poprosiła Rosemary i odłożyła słuchawkę.

Leith nagle poczuła się przygnębiona tą rozmową. Oto dwoje dorosłych, zakochanych w sobie ludzi, rozdzielonych przez nieugięte zasady moralne jednego z nich.

Niemal natychmiast telefon rozdzwonił się ponownie. Tym razem był to zaniepokojony Travis, który bezskutecznie usiłował się dodzwonić do Rosemary.

– Zawsze o tej porze jest już w domu po pracy – zaczął. – Czy mogłabyś…

– Przed chwilą dzwoniła – wpadła mu w słowo Leith.

– Jak ona się czuje?

– W porządku. Jej matka jest chora… i Rosemary zostanie w Hazelbury jeszcze kilka dni – szybko uspokoiła go Leith.

Travis milczał przez chwilę, po czym odezwał się:

– Czy Rosemary… w ogóle wspomniała o mnie?

– Powiedziałam jej, że rozmawiałam z tobą w sobotę – odparła.

– Nie powiedziałaś chyba, w jakim byłem wtedy stanie? – zawołał, wyraźnie zaniepokojony.

– Oczywiście, że nie – zapewniła go natychmiast. Było to przykre, Travis wprost żebrał o odrobinę pociechy.

– Co mówiła… to znaczy, o mnie? – zapytał.

– Pytała, czy dobrze się czujesz – odrzekła, niezbyt pewna, czy powinna ingerować w ich sprawy.

– A może coś jeszcze? – Travis domagał się więcej. Psiakrew, pomyślała wreszcie. Kochają się w końcu, czy nie?

– Poprosiła mnie, żebym opiekowała się tobą w jej imieniu – poinformowała go.

Travis milczał przez chwilę, po czym spytał z niedowierzaniem:

– Więc ona nadal mnie kocha, mimo że jestem takim idiotą, żeby dawać jej ultimatum – wszystko albo nic?

– Nie sądziłam, że w ogóle możesz w to wątpić.

– Może… – zgodził się Travis i wyznał jej, jak bardzo chciałby zadzwonić do Rosemary do Hazelbury. Bał się jednak, że pogrzebałby w ten sposób nadzieję na poślubienie jej kiedykolwiek. Wpadł w rozpacz, jakby nagle oczami wyobraźni ujrzał przygnębiający obraz siebie samego, dokonującego żywota bez swej ukochanej. Opowiadał o swej samotności, o tęsknocie, o tym, że serce pęka mu z nadmiaru słów miłości, których nie może wypowiedzieć. I nagle, jakby przypomniał sobie, że Leith ma się nim opiekować w imieniu Rosemary, zaprosił ją na kolację.



31 из 126