Leith zdjęła kostium i ubrała się w dżinsy i sweter. Zaraz potem odezwał się telefon. Dzwoniła Rosemary.

– U ciebie wszystko w porządku? – zapytała szybko Leith, wyobrażając sobie, że Rosemary siedzi po drugiej strome korytarza, w jakiś sposób unieruchomiona. Zazwyczaj to ona pierwsza wracała z pracy i zaglądała do Leith, jeśli miała ochotę na pogawędkę.

– Nie wróciłam. Wciąż jestem w Hazelbury – odparła Rosemary i wyjaśniła: – Matka nie czuje się dobrze i postanowiłam zostać, aż będzie jej trochę lepiej. Do pracy już dzwoniłam i…

– Przykro mi słyszeć, że twoja matka źle się czuje. Co jej jest? – zapytała Leith, pamiętając panią Green jako osobę o końskim zdrowiu.

– Po prostu… źle się czuje – odrzekła Rosemary. – Nic określonego. Ojciec właśnie zabrał ją do lekarza,więc pomyślałam sobie, że zadzwonię. To nie znaczy, że nie mogłabym dzwonić, gdyby byli w domu – dodała pospiesznie, jakby wstydząc się, że robi coś ukradkiem.

– Naturalnie-równie szybko odpowiedziała Leith.

– Musiałaś po prostu odczekać, aż wrócę do domu. Natychmiast pożałowała, że chcąc podtrzymać na duchu Rosemary, wspomniała o pracy. Myśl o biurze przywiodła wspomnienie Naylora Massinghama. Niepokoił ją ten facet.

– No więc, jak się masz? – zapytała, z trudem koncentrując się na rozmowie.

– W porządku – westchnęła Rosemary. Najwyraźniej nie był to temat, który ją interesował. Leith domyśliła się, o kim chciała rozmawiać.

– Widziałam się ostatnio z Travisem – zaryzykowała.

– Jak on się czuje? – zapytała Rosemary, a poruszenie w jej głosie podpowiedziało Leith, że cokolwiek mówiła, serce Rosemary wciąż należało do Travisa.

– Mówiąc zupełnie szczerze, źle z nim – stwierdziła, niechętnie stawiając sprawę na ostrzu noża, ale co innego mogła odpowiedzieć?

Zapanowało długie milczenie.



30 из 126