– Dzięki, że przyszłaś – powitał ją i poprowadził z foyer do jadalni. Stamtąd kierownik sali powiódł ich do ustronnego stolika w kącie sali w kształcie litery L.

– Jak ci minął dzień? – zapytała wesoło i pierwsze danie oraz pół drugiego zjadła słuchając, jak bardzo Travis musi się teraz skoncentrować na swej pracy. Stąd do wynurzeń na temat jego i Rosemary droga była już bardzo krótka.

Leith kończyła drugie danie, kiedy stwierdziła, że Travis już zbyt długo mówi ciągle o tym samym i zaczyna się powtarzać. Postanowiła zmienić temat.

– Ach, nie powiedziałam ci! – zawołała nagle, wpadając mu w słowo. – Wiesz o tym na pewno… no, ale ja nie wiedziałam. – A kiedy spojrzał na nią zaintrygowany, dodała: – Dopiero dzisiaj dowiedziałam się, że twój kuzyn Naylor i mój nowy szef to jedna i ta sama osoba!

– Naprawdę? – zapytał Travis i po raz pierwszy od dawna uśmiechnął się. – Teraz, kiedy o tym wspomniałaś, coś mi świta, że czytałem o wchłonięciu Vaseya przez Massinghama, ale Naylor zawsze wplątuje się w jakieś negocjacje, więc pewnie wyleciało mi to z głowy.

– Więc on nie opowiada ci o swoich sukcesach?

– Może od czasu do czasu rozmawia o interesach z ojcem, dla którego czuje ogromny respekt, ale przecież nie mieszka w Parkwood, więc rzadko rozmawiamy.

No jasne – kwaśno pomyślała Leith, bez cienia sympatii do Naylora Massinghama. – Jakiż on czarujący! Wtem, jakby sens rozmowy dopiero teraz do niego dotarł, Travis zrobił przerażoną minę.

– Czekaj – rzucił szybko. – Chyba nie powiesz Naylorowi o Rosemary i o mnie, co? -I zanim Leith zdołała wykrztusić choćby słowo, żeby go uspokoić, dorzucił: – Nie wiem jeszcze, co wyniknie z naszego związku z Rosemary, ale ona na pewno ze mną skończy, jeśli dowie się, że ktoś jeszcze o nas wie.

– Rosemary zżerają wyrzuty sumienia. Jest mężatką, a kocha kogoś innego… no, ale na pewno…

– usiłowała przywołać go do rozsądku.



33 из 126