
– Przyrzeknij, że mu nie powiesz – przerwał jej i Leith już wiedziała, że może zagadać się na śmierć, a on i tak będzie obstawał przy swoim.
– Pewnie go już i tak nie zobaczę – mruknęła z nadzieją w głosie, ale Travis nie był zadowolony.
– Dobrze… przyrzekam. Natychmiast się rozluźnił.
– Dzięki, Leith – powiedział cicho i dodał gorąco:
– Boże, zawsze myślałem, że to cudownie być zakochanym. Wiesz co? To po prostu męczarnia!
Po chwili milczenia spróbował zmienić temat.
– Miałaś jakieś wieści od Sebastiana? Rozmowa o Sebastianie, choć bez napomykania o finansowych problemach, zajęła im czas do końca posiłku.
– To była cudowna kolacja – oznajmiła Leith, odstawiając filiżankę po kawie i zbierając się do wyjścia.
– Cieszę się – odparł Travis i zawołał kelnera, żeby uregulować rachunek.
Leith wzięła torebkę. Myślami była już w domu. Marzył jej się solidny, ośmiogodzinny wypoczynek.
Szli już obydwoje w stronę wyjścia, gdy nagle Leith przystanęła jak wryta. Tyle się namęczyła, żeby Naylor Massingham nie dowiedział się, że zlekceważyła jego ostrzeżenie. Mogła nie zadawać sobie tyle trudu. Naylor Massingham już wiedział. Siedział przy stoliku z piękną blondynką i patrzył wprost na Leith!
Jego spojrzenie przeniosło się na Travisa, który właśnie stanął u jej boku. Travis także spostrzegł kuzyna, choć w jego przypadku, zamiast przerażenia, widok ten wywołał szczerą radość.
– Naylor!-Travis wyrwał się do przodu, chwytając Leith za ramię tak, że musiała iść za nim choćby tylko po to, żeby zachować twarz i resztki godności.
Musiała przyznać, że szef Massingham miał w towarzystwie wspaniałe maniery. Wstał, kiedy tylko zbliżyli się do jego stolika. Leith widziała, jak omiótł wzrokiem jej obcisłą koronkową bluzkę i zgrabnie uwypuklające biodra welwetowe spodnie. Nerwowo uniosła dłoń do okularów i nagle przypomniała sobie, że przecież nie ma ich na nosie, a gdy spojrzenie Naylora powędrowało do jej lśniących, rozpuszczonych włosów, poczuła się zupełnie bezbronna.
