
– Oczywiście, znasz Leith. – Travis również okazał się dobrze wychowany w chwili, kiedy najmniej tego oczekiwała. – Właśnie powiedziała mi, że pracujecie w tej samej firmie – dodał, oczekując, że wszyscy uznają to za dobry żart.
– Miło mi panią widzieć, Leith – uprzejmie odezwał się Naylor Massingham, ale choć jego piękne usta wygięły się w uśmiechu, twarde jak stal spojrzenie miało zupełnie inną wymowę.
– Mnie również – wymamrotała. Gdy odwrócił się by przedstawić swoją towarzyszkę, Olindę Bray, Leith trzęsła się w środku jak galareta. Wzrok Naylora jasno dawał jej do zrozumienia, że długo już nie popracuje w jego firmie.
ROZDZIAŁ TRZECI
Następnego dnia rano, jadąc do pracy, zastanawiała się, czy już dzisiaj czeka ją wymówienie.
Zaparkowała samochód, nie przestając myśleć o długu hipotecznym. W chwili słabości uznała nawet, że powinna wbić do głowy Naylorowi Massinghamowi, iż nie jest przyjaciółką jego kuzyna, a także wyjaśnić, jakie są przyczyny ich częstych kontaktów. Ale czy on jej na to pozwoli? Przypomniała sobie błysk stali w jego oczach i doszła do wniosku, że powinna uznać się za szczęściarę, jeśli w ogóle da jej dojść do słowa.
Była na siebie zła za samą chęć tłumaczenia się przed Naylorem. Przecież pomiatał nią bez powodu.
– Cześć, Jimmy – przywitała swego asystenta, wchodząc do biura z postanowieniem, że będzie pracować tu tak długo, dopóki nie usłyszy, że jest zwolniona.
Pomimo buntu, pierwsze godziny pracy upłynęły na podskakiwaniu za każdym razem, gdy zadzwonił telefon lub otworzyły się drzwi. Ciekawe, czy sam ogłosi wyrok, czy każe to zrobić personalnemu?
Nadeszło południe, a ona wciąż miała pracę u Vaseya i zaczynała już wątpić, czy Naylor Massingham będzie chciał ją wyrzucić. Wyszła na lunch z uczuciem, że może spokojnie patrzeć w przyszłość. Za cóż zresztą miałby ją wyrzucić? Jej praca była bez zarzutu!
