
W tydzień później, wciąż zaskoczona swymi uczuciami, Rosemary wyznała Leith, że istotnie jest zakochana w Travisie. Do tego stopnia, że wybrała się z nim nawet na kolację.
– Tak się cieszę – odparła Leith. Z oszczędnych informacji, jakie wymknęły się Rosemary, wiedziała, że jej przyjaciółka przeżyła koszmar, zanim Derek zdecydował się odejść.
– Nie ma powodu – mruknęła Rosemary.
– Nie zgadzacie się z Travisem? – zainteresowała się mocno zaskoczona Leith.
– Ależ zgadzamy się, cudownie – westchnęła Rosemary. – Ale miałam tak okropne poczucie winy… jakby rodzice stali nade mną i spoglądali z wyrzutem przez cały czas. Travis dzwonił zeszłej nocy… powiedziałam, że nie chcę go więcej widzieć.
Postanowienie Rosemary dotyczące Travisa było bardzo silne – nie na tyle jednak, by istotnie więcej się z nim nie zobaczyła. W każdym razie nie były to spotkania umówione – i nigdy w jej własnym mieszkaniu. Travis zadzwonił bowiem do Leith i Sebastiana już w kilka dni później… „Pomyślałem sobie, że mógłbym wpaść na chwilę" nie zwiodło nikogo. Przypadkiem, tego samego wieczoru Leith zaprosiła Rosemary na kolację. Jej zdaniem byłoby nieuprzejmie poprosić Travisa, żeby wyszedł.
Od tej pory Travis regularnie przychodził na kolację. Sebastian raz był obecny, raz nie, ale
– cokolwiek mówiło na ten temat jej sumienie – Rosemary zjawiała się zawsze, w ostatniej chwili, buntując się przeciw własnym zasadom. Co więcej, nieraz nalegała, że sama przygotuje kolację i przyniesie do Leith – zawsze trochę więcej niż trzeba, na wszelki wypadek, gdyby pojawił się jakiś niespodziewany gość. Travis z kolei, jako pracownik firmy importującej wina, przynosił jakiś wspaniały trunek.
– Co się dzieje? – zagadnął Sebastian, kiedy po powrocie do domu późnym wieczorem zastał Leith na straży, przy drzwiach do kuchni.
