
– Tam są Rosemary i Travis – odparła.
– No to co?
– Być może nie zauważyłeś, ale oni są w sobie zakochani.
– A co się stało z mieszkaniem Rosemary?
– Ona nie chce go przyjmować u siebie.
– A dlaczegóż to?
– To… raczej nieostrożne – stwierdziła Leith, szczerze zaskoczona niewrażliwością brata.
– Kompletna bzdura! – wyraził własne zdanie Sebastian.
Poniewczasie Leith zrozumiała, że ten stan rzeczy nie może trwać wiecznie bez niczyjej krzywdy. Rosemary jednak wciąż unikała jawnych spotkań z Travisem, a ten zakochiwał się w niej coraz bardziej, tak że nie sposób było utrzymać go na odległość. Leith polubiła oboje i współczuła im, ale rozumiała, że sami muszą znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji.
Pewnego wieczoru Travis pojawił się, jak zwykle, rozjaśniony nadzieją na spotkanie Rosemary. Sebastian także był w domu i zabawiał go rozmową. Rosemary jednak spóźniała się bardziej niż kiedykolwiek. Wreszcie Leith nie była w stanie ani chwili dłużej znosić tęsknych spojrzeń Travisa w stronę drzwi.
– Zobaczę, co ją zatrzymuje – oznajmiła i przeszła na drugą stronę korytarza. Nacisnęła dzwonek i czekała.
Rosemary otworzyła drzwi, ale pytanie: „Gotowa?" zawisło na ustach Leith. Przez ramię przyjaciółki dostrzegła mężczyznę.
Leith wyczuła napiętą atmosferę. Nieznajomy wstał i skierował się ku drzwiom. Coś w zachowaniu przyjaciółki zdawało się mówić, że jej gość nie powinien dowiedzieć się o planowanej wizycie.
– Eee… przepraszam, że przeszkadzam, Rosemary – improwizowała Leith. – Nnie… spodziewałam się, że masz gościa.
Uśmiechnęła się do krępego mężczyzny.
– Nie przedstawisz mnie? – rzucił krótko do Rosemary, pożerając oczami gęste, kasztanowe włosy, zgrabną figurę i piękną twarz Leith.
– Oczywiście – odparła Rosemary. – Leith jest nową właścicielką mieszkania naprzeciw. Leith, to mój mąż, Derek.
Leith podała mu rękę, ale nie spodobał jej się sposób, w jaki bez przerwy gapił się na nią.
