O, niech to! – pomyślała. Dzwonek rozległ się ponownie. Co teraz robić, u licha? Naylor myśli, że Travis jest jej kochankiem, a ona nie może zaprzeczyć, żeby nie wciągnąć w to Rosemary.

Wybiegła z kuchni otworzyć drzwi. Okazało się, niestety, że zastanawiała się zbyt długo, bo kiedy dotarła do przedpokoju, ujrzała Naylora, chmurnego i zimnego jak góra lodowa. On także domyślił się, że nieoczekiwanym gościem jest Travis i zdecydował się otworzyć drzwi osobiście. Leith była w zbyt poważnych opałach, aby jeszcze wściekać się na jego swobodę.

– Dobry Boże! A ty co tu robisz?! – usłyszała i rozpoznała głos zaskoczonego Travisa.

Jeżeli spodziewała się, że Naylor zawaha się albo zrobi unik teraz, kiedy nadeszła chwila realizacji jego planu, spotkał ją gorzki zawód. Udowodnił za to, że rzeczywiście bardzo troszczy się o swoją rodzinę.

– Cześć, Travis – zawołał wesoło. – Chodź, Leith jest w kuchni, przygotowuje mi kolację.

To całkiem niegłupia myśl – doszła do wniosku Leith i cichaczem wróciła do kuchni, równie szybko, jak z niej wybiegła. Nie zdziwiła się także, kiedy po chwili pojawił się Naylor, ciągnąc za sobą Travisa.

– Travis! Jak miło cię widzieć – powiedziała z uśmiechem, nie zwracając uwagi na surową minę Massinghama.

Travis wydawał się niezdolny wymówić słowa, więc, aby przerwać niezręczne milczenie, dodała:

– Chyba uda mi się z tego lasagne wycisnąć trzy porcje, jeśli…

Na szczęście Travis otrząsnął się już z osłupienia.

– Nie, Leith, dziękuję. Jadłem niedawno. Chciałem… chciałem tylko powiedzieć ci, że wróciłem.

O, moje biedactwo – pomyślała Leith, nagle zdając sobie sprawę, że musiał się bardzo stęsknić za Rosemary. Sądził widocznie, że wróciła i pozwoli zaprosić się na filiżankę kawy.

– Czy miałeś… – Leith chciała zapytać go o podróż, ale Naylor widocznie uznał, że dał im dość czasu na ochłonięcie.



64 из 126