
– J-ja tylko na chwilę, muszę nakarmić Sebastiana – bąknęła. – Chciałam pożyczyć trochę sosu Worcester…
Travis i Sebastian patrzyli na nią zezem, kiedy wróciła z butlą sosu, ale bez Rosemary.
– Gdzie Rosemary? – natychmiast zapytał Travis. Leith rozpaczliwie wysilała mózg, ale nie potrafiła wymyślić nic mądrego. Musiała powiedzieć prawdę.
– Nie przyjdzie – powiedziała i oboje z Sebastianem musieli niemal obezwładnić Travisa, kiedy ten dowiedział się o obecności męża Rosemary.
Sebastian nie bez trudu posadził go z powrotem i przygotował morderczego drinka. Od tej chwili wieczór potoczył się jeszcze gorzej, niż się zaczął. Jedynie Sebastian miał ochotę na kolację. Travis wyraźnie potrzebował kolejnego, solidnego drinka, a Sebastian usłużył mu ochoczo. Alkohol rozwiązał mu język i Travis zaczął opowiadać o swojej miłości do Rosemary. O tym, że chciałby ją poślubić, ale nie wie, jak to zrobić, ponieważ poczucie przyzwoitości nie pozwala jej wychodzić z nim gdziekolwiek. Chciałby, żeby cały świat wiedział o jego miłości, ale czy ona pozwoli przedstawić się jego rodzicom?
Zanim wybiła jedenasta, Travis zaczaj bełkotać, a Leith wściekła się na Sebastiana, który przechylał butelkę, ilekroć w szklance gościa pokazywało się dno.
– Jasna cholera, ale się ululates! – wykrzyknął Sebastian, kiedy Travis chwiejnie podniósł się z miejsca i niepewnie ruszył przed siebie.
– Sądzę, że Travis nie powinien siadać za kierownicą w takim stanie – zauważyła Leith lodowatym tonem.
– Ja też piłem… nie mogę go odwieźć – stwierdził Sebastian. – A poza tym, on mieszka gdzieś na peryferiach Essex i Bóg jeden wie, kiedy wróciłbym do własnego łóżka… nawet, jeśli przypadkiem pamiętałby swój adres. Niech się prześpi na tej kanapie – zaproponował najprostsze wyjście.
– A jego rodzice? Będą się martwić – zaprotestowała Leith, pamiętając, że kiedy Sebastian nie wracał do domu na noc, matka szalała z niepokoju.
