– Coś ci wyszukamy – pocieszyła Emily. – W każdym meksykańskim miasteczku jest placyk i kościół. Od tego zaczniemy.

– Doprawdy? Czyżbyś zaczynała mnie uczyć, jak robić zdjęcia?

Emily się uśmiechnęła.

– Ten jeden raz. Podoba mi się to zlecenie. Cieszę się, że będziesz pstrykać przyjemne, ładne widoczki zamiast wystawiać się pod lufy jakichś szaleńców.

– Lubię swoją pracę.

– Na miłość boską, Danzar opłaciłaś szpitalem. Nie służy ci twoja praca. Powinnaś była skończyć medycynę i razem ze mną poświęcić się chirurgii dziecięcej.

– Jestem za miękka. Zrozumiałam to tamtej nocy, gdy dzieciak umarł w izbie przyjęć. Nie wiem, jak ty sobie radzisz.

– Za to Somalia była łatwiutka, a Sarajewo – po prostu bułka z masłem. Co z Danzarem? Kiedy mi powiesz, co tam się stało?

Bess zesztywniała.

– Odczep się od mojej pracy, Emily. Mówię poważnie. Nie potrzebuję niańki. Mam prawie trzydzieści lat.

– Oprócz tego jesteś wyczerpana fizycznie i emocjonalnie, a mimo to dalej masz fioła na punkcie tego cholernego aparatu fotograficznego. Od początku podróży ani na chwilę się z nim nie rozstałaś.

Bess odruchowo objęła dłońmi aparat. Potrzebowała go. Stanowił cząstkę jej samej. Po tylu latach, gdyby przyszło jej się z nim rozstać, czułaby się jak ślepa. Nawet nie próbowała tego wyjaśnić siostrze.

Dla Emily zawsze wszystko było czarne albo białe; miała też niezachwiane przekonanie, że odróżnia złe od dobrego. I nieustannie starała się nakłonić Bess do zrobienia tego, co sama uważała za dobre. Na ogół Bess to wytrzymywała. Ale z Danzaru wróciła zdruzgotana, a to natychmiast obudziło w Emily instynkt opiekuńczy. Bess powinna unikać siostry, ale dawno jej nie widziała.

Zresztą kochała tę jędzę.

Teraz Emily rozkwitała w swej roli starszej siostry. Pora zmienić temat, nim ostatecznie przeistoczy się w dyktatora w spódnicy.

– Emily, a może byś spróbowała zadzwonić z komórki do Toma? Rico ostrzegał, że niedługo znikniemy z zasięgu ostatniej stacji.



3 из 236