
– Dlaczego miałbym go popełnić? – Kaldak popatrzył mu w oczy.
– Mnie to guzik obchodzi.
Estebana ogarnęło rozdrażnienie, gdy odprowadzał wzrokiem dżipa toczącego się w dół zbocza. Sukinsyn. Świadomość, że Kaldak na jego rozkaz zabije, powinna wywołać znajomą falę triumfu. A jednak nie wywołała.
W stosownym czasie Kaldak podzieli los Gaveza. Ale teraz Esteban potrzebuje całej ekipy do zakończenia tego etapu zadania.
Za to po Tenajo…
– Nie śpisz? – szepnęła Emily.
Bess kusiło, żeby nie odpowiedzieć, ale wiedziała, że to na nic. Przekręciła się w śpiworze, twarz do siostry.
– Nie śpię.
Emily przez chwilę milczała, potem się odezwała:
– Czy ja kiedykolwiek zrobiłam coś, co nie wyszłoby ci na dobre? Bess westchnęła.
– Nie. Ale to jest moje życie. Chcę się uczyć na własnych błędach. Nigdy nie potrafiłaś tego zrozumieć.
– I nigdy nie zdołam.
– Bo jesteśmy różne. Długo trwało, nim wreszcie sobie uświadomiłam, co chcę robić. Ty zawsze wiedziałaś, że zostaniesz lekarzem, i nigdy się nie wahałaś.
– Dla żadnej pracy nie warto przechodzić takiego piekła. Czemu, u licha, to robisz?
Bess nie odpowiadała.
– Nie rozumiesz, że się o ciebie martwię? – podjęła Emily. – Nigdy jeszcze nie byłaś w takim stanie. Dlaczego nie chcesz ze mną porozmawiać?
Emily jej nie odpuści, a ona jest zbyt wyczerpana, by z nią walczyć.
– To… przez potwory – odparła urywanie.
– Co?
– Na świecie żyje tyle potworów. Jako dziecko sądziłam, że istnieją tylko w filmach, tymczasem one nas otaczają. Czasem się ukrywają, ale wystarczy dać im okazję, a wypełzną spod głazów i rozedrą cię na strzę…
Krew. Tyle krwi. Dzieci…
– Bess.
Znowu zaczęła dygotać. Nie wolno o tym myśleć.
– Staramy się z nimi walczyć – podjęła drżącym głosem. – Ale większości to się w końcu nudzi, ludzi ogarnia lenistwo czy też pochłaniają ich inne sprawy. Więc gdy potwory wypełzają na światło dzienne, ktoś musi innym pokazać, że się pojawiły.
