– Och, córeczko… Właściwie nie powinnam ci tego mówić – znowu głęboki wdech i wydech. – Masz ładnie się ubrać. Na kolacji będzie cesarski poseł i… – przytuliła twarz Achai do swojej sukni. – I Meredith. Nie masz już wiele czasu, radzę ci się pospieszyć – Spoglądała z góry na zgrabny tyłeczek klęczącej dziewczyny. – Możesz nie zdążyć.

Asija nagle odwróciła się i wyszła bez słowa. Już za drzwiami oparła się plecami o chłodny mur i zakryła twarz dłońmi. Musiała się uspokoić, żeby wygrać tę ostatnią już bitwę z Archentarem. Pozbędzie się tego krówska na zawsze! Na zawsze, psiamać!!!

Achaja klęczała ciągle w tej samej pozycji. Potem podniosła się i również przycisnęła obie dłonie do twarzy. Ciepłe łzy moczyły palce. Wydawało się, że całe powietrze uszło z niej razem z energią. Stała tak, aż rozległo się pojedyncze uderzenie dzwonu.

ROZDZIAŁ 2

Ciemne, zadymione wnętrze karczmy nie sprawiało dobrego wrażenia na kimś, kto wchodził do niej z roziskrzonej, mlecznobiałej od świeżego śniegu przestrzeni na zewnątrz. Bywalcy jednak, głównie chłopi, czasem zabłąkany kupiec czy wędrowny rzemieślnik, umieli docenić jej dobre strony. Można było darować poczerniałe od starości ławy, popstrzone pajęczynami belki u powały czy prawie uwędzone od dymu deski wobec niewątpliwych zalet. A właściwie jednej zalety. Był nią stary arendarz, według nowej mody nazywany czasem karczmarzem, co prawda kutwa zawsze odmawiał kredytu, ale… Ale też, w pewnym sensie, był człowiekiem uczciwym. Miał pędzoną u siebie w domu, niefałszowaną gorzałkę, i najtańsze piwo w całej okolicy, do którego nigdy nie dolewał wody.

Zaan, stary skryba świątynny, siedział właśnie pochylony smętnie nad wielkim kuflem, zastanawiając się, dlaczego przyszło mu kończyć życie właśnie tutaj. Urodził się, co prawda, w pobliskiej wsi i tam, jak wszyscy chłopi, powinien umrzeć. Ale… Zaan we własnym mniemaniu nie zasługiwał na taką dolę.



13 из 481