
– Ja zapraszam! – warknął książę takim tonem, że nie czekając na rozkaz dowódcy, piątka młodych rycerzy Zakonu zeskoczyła z koni i zbliżyła się nieco.
– No i widzicie, panie Vieese… Jak wam tam? Tytułu zapomniałem.
– Rycerzu zakonny.
– O, właśnie. To chciałem powiedzieć: Vieese, snycerzu zakonny. Oooo… przepraszam – zakpił Sirius, a wielu z żołnierzy Królestwa Troy zasłaniało usta, żeby się nie roześmiać. – Co waść myślisz o tych zbójach? – Wskazał trupy, którym spod łachmanów wystawały kolczugi. Młodzi rycerze Zakonu wiedzieli również, że patrzą na swoich martwych kolegów. Ich dłonie niebezpiecznie balansowały przy głowniach mieczy.
– To… niegodziwcy – szepnął Vieese.
– Co? Nie dosłyszałem.
– To niegodziwcy.
– No nieeee… Czy was tam, wybaczcie, w Zakonie uczą odpowiadać książętom jednym tylko słowem, czy całym zdaniem, co?
– Całym zdaniem, książę. – Vieese, gdyby mógł, połknąłby swój własny miecz.
– No, to mów. Głośno.
– To… – Vieese odchrząknął i wyrzekł naprawdę głośno: – To są niegodziwcy.
Sirius zwrócił się do młodych rycerzy Zakonu.
– I co? Nauki pobraliście? No, odpowiadaj jeden z drugim, jak pytam!
– Tttt… tak, panie!
– A wszystko zrozumieliście?
– Tak, panie.
– A dobrze zrozumieliście?
Rycerz, który odpowiadał, dosłownie słaniał się na nogach z wściekłości.
– Tak, panie.
– No, to lekcji powtórka – powiedział Sirius. – Nie wszystko uda się zapamiętać za pierwszym razem. – Zwrócił się do Vieesego: – A szubrawymi mordercami ich nie nazwiecie, panie rycerzu?
– To jasne.
– Głośniej i pełnym zdaniem! – krzyknął książę. – Tak, by wszyscy moi żołnierze słyszeli! Im też, psiamać, należy się nauka!
Vieese przełknął ślinę. Jego szczęki mało nie pękły, tak mocno je zaciskał. Coś, jakby bielmo, zakryło mu oczy.
– To…
– Głośniej!
– To szubrawi mordercy! – krzyknął Vieese, unikając jak ognia wzroku swoich młodych rycerzy.
