
– Ta droga sama każe ci iść coraz dalej.
– No i dobrze. Trzeba być konsekwentnym.
– Ale… ty chcesz teraz zmienić dosłownie wszystko.
– No i co z tego?
– Kim jesteś, żeby o tym decydować?
– Nikim – Zaan wstał nagle. – Ja jestem kompletnie nikim. Ale teraz cały wielki świat będzie się musiał liczyć z nikim!
– Daleko zaszedłeś tym dziwnym gościńcem.
– Posłuchaj – Zaan przytrzymał poły czarnego płaszcza rozwiewane przez ciepły wiatr. Jego głos brzmiał jak zaśpiew pustynnego nomada opowiadającego swoje przygody. – Byłem w Keddelwach, byłem w królestwach Północy, byłem w Troy, byłem w Luan. Byłem w Arkach… I nigdzie nie znalazłem choćby najmniejszej rzeczy, która byłaby tak piękna, że wypadałoby dla niej utrzymać świat w niezmienionym kształcie.
– Więc zaczniesz mordować tysiącami?
– To robiono od lat, nie bądź melodramatyczny.
– Ale coś się zmienia. Coś bardzo ważnego.
– Owszem – Zaan przygryzł wargi. – Tam, na schodach stolicy Troy, dwudziestu kuszników pokazało coś zwykłym ludziom.
Sirius wziął do ręki jakieś przyniesione przez wiatr uschłe źdźbło.
– Że mogą być zabijani bezkarnie? Przypadkowo? Bez sensu?
– Nie… Dwudziestu kuszników pokazało ludziom, że są ważni. Że zwykli ludzie są ważni.
– Kpisz?
– Nie kpię. Kasme swoim atakiem na Pałac Zimowy pokazała im coś jeszcze…
– Tą bzdurą? Tym jawnym szyderstwem? Pantomimą przed zupełnie nieważnym wojskowo obiektem?
– Owszem. Kasme pokazała zwykłym ludziom, że z ich zdaniem trzeba się odtąd liczyć. Że ich głos też jest ważny w dyskusji.
– Przecież to była głupia nagonka zorganizowana przez wynajętych filozofów i paru najemników profesjonalistów!
