
– Taaaak? W tym właśnie dniu Wielki Książę Orion dowiedział się, że jesteś oszustem. I co? Dalej buduje wokół ciebie sięgające już nieba mury pozorów ojcowskiej miłości. Pomyśl, jak potraktowałby cię pięć lat wcześniej.
– On też zrozumiał?
– On też zrozumiał, że coś się zmienia. Dramatycznie. To nie jest głupi facet, któregośmy wystrychnęli na dudka. Ma nawet lepiej w głowie poukładane niż my. I mam wrażenie, że to on wygra w końcu. Że jest lepszy od nas.
– Boisz się?
Zaan skrzywił wargi i odpowiedział pytaniem.
– Czy dalej jesteś ze mną?
– Skoro tego chcesz – mruknął Sirius.
Przerwało im nadejście pałacowego matematyka.
– Bardzo przepraszam, że przerywam rozmowę – był wyraźnie zdenerwowany. – Jest jeszcze tyle spraw do ustalenia. A nie możemy przecież zwlekać.
– Co się stało?
– Zewsząd przybywają rzeźbiarze. Z całego kraju. Dosłownie setki rzeźbiarzy – był autentycznie zdumiony. – Czy to twój rozkaz?
– Owszem.
– A mógłbyś mnie oświecić, o co chodzi?
– Są dwie drogi, którymi Luan może nas zaatakować, prawda?
– Tak.
– Nie mamy tyle sił, żeby uderzyć obydwiema. Więc cesarz drugą drogą może przerwać linie zaopatrzeniowe jak się zacznie, prawda?
– Owszem.
– No to zapłaciłem wszystkim rzeźbiarzom w kraju. Niech robią pomnik cesarza. Największy… To będzie prawdziwy kolos.
– Chwila… Dalej nie rozumiem.
– Zrobimy cesarzowi prezent. W przeddzień kampanii wyślemy mu pomnik w częściach, oczywiście na kilku setkach wozów.
Matematyk dopiero teraz zrozumiał. Uśmiechnął się sympatycznie, rozwijając mapę, którą dotąd trzymał w ręce. Rozpostarł ją na ziemi i przyklęknął.
– Rozumiem, że tu – postukał palcem w jakiś przepięknie wykreślony, kolorowy wężyk – w tym wąwozie, nasze wozy się nagle popsują?
– Tak. Popsują, powpadają na siebie, spalą. Zostanie mnóstwo obrobionego kamienia, w niewielkim wąwozie za liniami przeciwnika.
