– Haroldzie, to jest posiedzenie wstępne – zacząłem. – Muszę powiedzieć sędziemu, czy jesteśmy gotowi do procesu. Wiem, że oskarżenie jest gotowe. Dzisiaj kolej na nas.

– No i?

– No i jest mały kłopot. Ostatnim razem, kiedy tu byliśmy, mówiłeś, że dostanę pieniądze. Znowu się spotykamy, a pieniędzy nie ma.

– Nie martw się. Mam twoje pieniądze.

– Dlatego się właśnie martwię. Ty masz moje pieniądze. Nie ja.

– Są w drodze. Wczoraj gadałem z szefem. Są w drodze.

– Ostatnim razem mówiłeś to samo. Nie pracuję za darmo, Haroldzie. Ekspert, który oglądał zdjęcia, też nie pracuje za darmo. Po zaliczce nie ma już śladu. Potrzebuję więcej pieniędzy, bo inaczej będziesz musiał sobie znaleźć nowego obrońcę. Z urzędu.

– Żadnych obrońców z urzędu. Chcę ciebie.

– Mam wydatki i muszę jeść. Wiesz, ile co tydzień kosztują ogłoszenia w książce telefonicznej? Zgadnij.

Casey milczał.

– Okrągły tysiąc. Średnio tysiąc tygodniowo tylko po to, żeby nie zdjęli mi ogłoszenia, nie licząc jedzenia, raty hipotecznej, utrzymania dziecka i benzyny do lincolna. Nie robię tego w zamian za obietnice, Haroldzie. Do pracy zachęcają mnie zielone papierki.

Moje słowa nie wywarły na Caseyu żadnego wrażenia.

– Zorientowałem się co i jak – odrzekł. – Nie możesz mnie zostawić. Nie teraz. Sędzia ci na to nie pozwoli.

Sala ucichła, ponieważ w drzwiach gabinetu ukazał się sędzia, wspiął się po dwóch schodkach i zasiadł w swoim fotelu. Woźny zarządził ciszę. Kurtyna poszła w górę. Przez dłuższą chwilę patrzyłem na Caseya, po czym odsunąłem się od zagrody. Mój klient miał wiedzę o prawie i jego mechanizmach wyniesioną z więzienia. Wiedział więcej niż inni. Mimo to czekała go niespodzianka.

Zająłem miejsce przy barierce za ławą oskarżonych. Pierwsza rozpatrywana sprawa dotyczyła ponownego ustalenia kaucji i sąd szybko się z nią uporał. Kiedy po chwili urzędnik zapowiedział sprawę „Stan Kalifornia przeciw Caseyowi”, podszedłem do stołu.



10 из 357