– Powiedz mi, Pawle – Pater powoli cedził słowa, nie przestając podziwiać pięknego, starego parku – jak się tutaj znalazłeś? Patomorfolog na niedzielnym dyżurze? Przecież nie wzywa się was w sytuacjach podbramkowych. Żaden medyk sądowy się nie śpieszy. Nikomu już nie uratuje życia. Po co wam dyżury?

– My nie mamy żadnych dyżurów – Kucający mężczyzna wstał i obdarzył Patera mało przychylnym spojrzeniem. – Byłem z żoną na plaży w Jastrzębiej Górze. Sam wiesz, co się będzie działo za dwa tygodnie. Nie wyłączyłem komórki. Zadzwonił Jaworski i poprosił, żebym tu przyjechał. Odmówiłem. Coś podpowiedziało mi jednak, że nie powinienem wyłączać komórki. I miałem rację. Za pięć minut zadzwonił profesor Gromek z Tunezji. Jest tam na wczasach. Jemu już nie mogłem odmówić. Dlatego tu jestem.

– To musi być jakaś ważna sprawa, skoro szef ABW dzwoni do twojego szefa, przebywającego w Tunezji. – Pater pokiwał w zamyśleniu głową. – Dziwne…

– Co jest dziwne? – W głosie patomorfologa zabrzmiała nuta irytacji.

– To, że ciebie ściąga z plaży twój szef, a ja o całej sprawie dowiaduję się od mojego podwładnego…

– Czyżbyś cierpiał na niedowartościowanie?

– Wieloch – Pater zwrócił się do stojącego w drzwiach aspiranta – to ty zawiadomiłeś naczelnika Cichowskiego o sprawie?

– Chyba tak! – służbiście wrzasnął podwładny Patera. – Miałem dzisiaj dyżur, zadzwonił do mnie koło jedenastej dyrektor Libing, a ja do pana, szefie. Nie mogłem się dodzwonić do naczelnika, wyłączył komórkę. Nagrałem mu się i powiedziałem, że dzwonię do pana… Potem pojechałem i zastałem tutaj doktora Kwiecińskiego i Jurka…

– Libling, nie Libing. – Pater potarł dłonią niedokładnie ogolony podbródek. – No to naczelnik wie od ciebie o tej całej sprawie… O której mu się nagrałeś?

– O jedenastej! – Wrzask Wielocha był jeszcze donośniejszy.

– A o której naczelnik Cichowski do ciebie zadzwonił, Pawle? – Pater spojrzał na medyka sądowego.



10 из 215