Leżeliśmy nieruchomo w hamakach i milczeliśmy, bo mówienie wymagało zbyt wielkiego wysiłku. Po stu sześćdziesięciu dniach przyśpieszenie osiągnęło 5 „g”. W tym czasie tylko Saburo Mikimi był w stanie przejść z mesy do kabiny sterowniczej nie mdlejąc przy tym. Nie pomagały amortyzatory, nie pomagała nawet anabioza. Próba zastosowania anabiotycznego snu w warunkach takiego przeciążenia spełzła na niczym. Porta cierpiał najwięcej ze wszystkich, lecz gdy ułożyliśmy go w „sarkofagu”, w żaden sposób nie mógł zasnąć. Wyglądał strasznie. Wszyscy wyglądaliśmy strasznie. Leżeliśmy przed sarkofagiem i patrzyliśmy na Portę.

— Dosyć, Wala — powiedział Sierioża. Poczołgaliśmy się do kabiny sterowniczej. Tam stał, tak, stał, Saburo z opadniętą dolną szczęką.

— Dosyć, Saburo — powiedziałem. Sierioża próbował się podnieść, ale znów upadł twarzą na podłogę.

— Dosyć — powtórzył. — Z Portą jest źle. Może umrzeć. Wyłącz reaktor, Saburo.

— Do trzykrotnego — powiedziałem.

Saburo, ledwo poruszając palcami, poskrobał paznokciami po pulpicie. I zrobiło się lekko. Zdumiewająco lekko.

— Trzykrotne — rzekł Saburo i usiadł obok nas na miękkiej podłodze. Poleżeliśmy chwilę, przywykając, potem wstaliśmy i skierowaliśmy się do mesy. Było nam o wiele lżej, ale spojrzeliśmy na siebie i z powrotem opuściliśmy się na czworaki.

Czas mijał. Szybkość własna

Porta poczuł się lepiej, dużo czytał i zajmował się teorią grawitacji. Od czasu do czasu kładliśmy go na parę tygodni do „sarkofagu”, ale to mu się nie podobało — nie chciał tracić czasu. Larri i Artur przeprowadzali obserwacje astronomiczne, Siergiej, Saburo i ja pełniliśmy dyżury. W przerwach między dyżurami obliczaliśmy bieg czasu w warunkach różnych układów przyśpieszenia i różnych indywidualnych hipotez. Larri zmuszał nas do gimnastykowania się i pod koniec pierwszego roku mogłem już bez większego wysiłku podciągnąć na drążku swoje dwa cetnary.



15 из 237